Felietony - U mnie! U mnie!::Felietony::Artykuły::Wywiady::Wiersze::Fraszki::Triolety::Limeryki::E-booki
Aforyzmy::Dziwny Słownik::Publikacje::Książki::Bannery::Linki::Autor::::Księga Gości










































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































Licznik od 07.03.2006:





Wiersze, czyli westchnienie świata.
Henryk Brunon Szumielski

Po to jest to zebranie


Mam w sobie ciekawość dziecka, Dusza - otchłań zdradziecka, Żyto - zboże do zżęcia, Druhna - ledwo zaczęta, Wino - dawno wypite, Ptak obudzony przed świtem, Strach na jednej nodze, I cień od rana w drodze. Do gazet pisują osły, Co drugi w Polsce dorosły, I mają racje swoje, Których stale się boję. Mam w sobie wrażliwość starca, Któremu nie wystarcza - Zmarszczek sieć poplątana, I reumatyzm - w kolanach. Idę rano do baru, Na ulubiony makaron. Gdy mleko rozleję, Tracę całą nadzieję. Ojczyzna - księga otwarta, Elita - niewiele warta, I każdy, kto się skupi, Widzi, że naród jest głupi. Mam w sobie wiele z kretyna, Wśród małp trzymałbym prymat. Na partyjnych zebraniach Broniłbym swego zdania. Patrzyłbym paniom w dekolt, Jak w przyszłość, bardzo daleko... Miałbym swoje zdanie: Po to jest to zebranie! 11-12.12.2008

Twój portret

Krotochwile przez chwilę,
By czas upływał mile,
A w międzyczasie
Samotny jasiek...

Bez słów, bez gestów -
Pustka jest tu.

Konie c...

Konie Kossaka cwałują,
Malarze pejzaż malują,
A one biegną i biegną...
A nam jest wszystko jedno...

Przecież nie nam malują
Ten pejzaż.

Pamiętam twarz,
Pamiętam oczy,
Pamiętam, widzę, czuję...
Tu i teraz... niedosyt.

To nim Twój portret maluję.


24.05.2007.



Białe konwalie

Białe konwalie - otwartość, świat...
I kwiaty czarne - wśród nas.
Zawiść. Zemsta. Nienawiść.
Prawi jesteśmy, prawi
Mój brat, człowiek, mój brat...

Ziemia, skorupa, czerń.
Wyjdź z cienia, wyjdź i coś zmień.
Nie ulegaj! Nie bój się! Drwij!
Spójrz na zegar - czas marszczy brwi.
Niecierpliwi się czas w nas,

Ma twoją, ma moją, twarz.
Nie ulegaj! Nie bój się! Piel!
Niech rozkwitnie wokół nas biel.

Białe konwalie - otwartość, świat...
Człowiek, człowiek, mój brat!


22-23.05.2007.

Druga rozmowa z małym Polakiem.

Kim ty jesteś mały Polaku,
który Londyn wolisz, nie Kraków,
który lubisz być pomiędzy swemi,
nie na polskiej, lecz na obcej ziemi?

Kto i jaki popełnił tu błąd,
że czcisz Polskę tak daleko stąd?

Ty budujesz osiedla w Dublinie,
pod Paryżem zaś rury udrażniasz,
a wieczorem siedzisz przy winie -
winą jawi się sekunda każda.

- Kim ty jesteś mały Polaku?
Jaki znak twój?
- Ja już nie mam znaku!

styczeń 2007

Nie martw się!
Będzie cisza i będzie zgiełk,
Noce mroźne, wietrzne, kłótliwe,
I oczy krytyczne i usta złośliwe,
I odpuszczenia chłodny wdzięk.
Nie martw się!

Będzie piękno, miłość i lęk,
Ciche krzyki i głośne westchnienia,
I będzie bezmyślna chwila zapomnienia,
I ekstazy szalbierczy wdzięk.

Nie martw się!

Jest motyw, więc będzie i cel,
Dni uparte, dudniące krokami,
Zawsze z kimś powiązani lecz zawsze sami,
Z pytaniem na ustach o sens.

Nie martw się!

Posłuchaj! Słyszysz? Głuchy dźwięk,
Kulka w ruletce stale się toczy.
Zobacz! Wszystkie się na niej skupiają oczy...
Na kogo padnie? Ten czy ten?

Nie martw się!

Kiedy niczego już nie usłyszysz,
Wtedy zakochasz się... w ciszy.

Nie martw się!

17,18.10.2005.


wiersze lipcowe

więc

starzy ludzie drepczą powoli,
młodzi biegną ku przyszłości,
przyszłość to śmierć
więc
starzy ludzie drepczą powoli.

pomyłka

miało być:
umieranie
starość
wiek dojrzały
młodość
dzieciństwo
itd.

a zaczęło się od itd.
dzieciństwo
młodość
wiek dojrzały
starość
umieranie.

***

nie napiszę ani słowa o...
nawet tego nie napiszę,
jestem kosmicznym błędem,
przecinkiem postawionym
w niewłaściwym miejscu.

rzeczywistość

komu śni się wielkie miasto - jest ze wsi,
kto marzy o bogactwie - jest biedny,
kto biegnie ten ucieka lub goni albo...
oto wieloznaczność chwili

nóż

kto ma nóż na gardle,
a kto noża nie ma?
kto wbije go w plecy,
a kto w stół?

każdy z nich jest na określony temat,
trzymasz go w ręku? nie dowierzaj mu!
nie wiesz do czego się sposobi
i co ty sam za chwilę z nim zrobisz.

28 i 29.07.2004

stoję na progu - wiersze majowe z jesienną nutą.

w tym domu nie niszczy się książek,
w tym domu co we mnie
czas przewraca kartki,
litery wiatr zdmuchuje.

coraz trudniej zrozumieć,
coraz mniej widać.

śmierć ma dwa oblicza -
łagodne dla martwych,
okrutne dla żywych.

stoję na progu,
spisuję ostatnią wolę
patykiem na piasku,
przyzywam póžne wnuki
marzeniem, że będą.

nie mów, że mi wszystko jedno,
nie mów bo nie wiesz.

---

hoja pachnie różowo.
daję słowo, tak pachnie!
wisi nad moją głową
jak kosmiczny zachwyt.
słodko-goždzikowy aromat
z odrobiną mgły.

a gdzie ty jesteś?

---

niczego nie jesteśmy pewni,
nie wiemy co wiemy,
słyszymy kroki,
żyjemy
byle jak, byle gdzie.
ważne, że...

---

są sprawy ważniejsze niż moje
i większe:
przestrzeń, światło, powietrze...
myślę - żyję jeszcze...

---

nie wracajmy do tego.
było to było.
życie klocki lego
rozrzuciło.
nic nie pasuje,
szukamy...

może kiedyś
złożymy nowe życie,
z nieśmiałym pytaniem
o wzajemność?

03.05.2004

brama?

oczy bez łez
usta bez słów
twarz bez mimiki

nieruchome gałęzie
liście bez drżenia

ptaki bez śpiewu
bez krzyku

i bez kiełków i pąków
ziemia

czas stanął
a może to on jest bramą?

08.03 - dawniej.

wspomnienie

zobacz królewno, kto do nas przyszedł,
powstrzymał krzyk w nas, rozdzielił ciszę.
ręki nie wznosi, palcem nie grozi,
wóż nam podtoczył, zaprosił, wozi.

turkoczą koła, wszechświat wiruje,
po bruku nieba toczy się wóz...
zobacz królewno! widzisz to? czujesz?
a może to tylko wspomnienia już?

04.06.2002/08.03.2003

proroctwo

znowu skądś ludzie przybędą
każdy z nich będzie przybłędą
rozsiądą się, rozkokoszą,
nas z naszych domostw wyproszą
i w końcu... nami tu będą.

koło zatoczy się kołem,
a byczek stanie się wołem,
i czas nastanie nieprawy,
chaosu, krwi i niesławy.

05.06.2002/07.03.2003.

w oczekiwaniu na nadejście wiosny: ścieżka

1.

pięknie tu tak,
cudnie tu tak,
pachnie tu tak,
się zieleni...
idziesz tu tak,
widzę tu tak,
jakby taniec
naszych cieni.

tu tak pięknie,
tu tak cudnie,
tu tak pachnie,
woda pluszcze...
tu tak patrzę
w twoje oczy
i odbijam się
w ich lustrze.

tu tak... tu tak...
tylko tu tak!
mówisz do mnie:
tak-tak, tak-tak,
bo ty tutaj i ja tutaj,
a w nas nasz
wezbrany świat.

skapnie potem rosą w trawę...
może i strumyczkiem nawet?

2.

ty tu taka piękna jesteś,
wyuzdana z konwenansów.
i jak wiatr w jesienny wrzesień
przelatujesz w szybkim tańcu.

główkę schylasz, nóżkę zginasz,
wargą trącasz mnie jak motyl
i otwierasz swój puginał,
abym złożył w nim pieszczoty.

a więc składam i przepadam
na chwil więcej niż myślałem.
chciałem tylko wiersz napisać
tak tu... chyba napisałem?

02.03.2003.

ranek

przyszedł mi do głowy
znakomity ból,
jak gdyby świat pękł na pół,
a każda jego połowa
to półkula mózgowa,
po której czołgi jeżdżą -
tam i tu.

grudzień 2002.

poranne badanie kosmosu.

nim świt rozświetli niebo
jest czas na patrzenie w ciemność
widać wtedy wyražnie
to co było i to co będzie

powoli nabiera kształtów
i wyłania się z mroku
rzeczywistość

jeszcze nie mamy zdania
a już wiemy co trzeba zrobić
dlatego pod koniec dnia
tak chętnie zasypiamy

przed świtem widzimy inaczej
wszystko jest lepsze od tego co będzie
a to co było nie nadstawia konturów
jest ciemnością

dotykiem ręki sprawdzasz
czy twoja kobieta jest jeszcze przy tobie
czujesz twardość ciała i jędrność skóry
wiesz że jest

i wtedy ta przewrotna chuć kosmosu
każe ci badać wszechświat
mijasz galaktyki mgławice
i docierasz na ten kraniec
gdzie jest tylko pulsująca jasność

potem zastygasz w bezruchu
modląc się o kolejny dzień do przeżycia
oto człowiek z człowieka
w człowieku człowiek

ubierasz się i idziesz - jak zwykle - do pracy
nie sprawdzając nawet
czy twoja kobieta
to ta sama co kiedyś.

04 listopad 2002 godz. 4:45

śmierć i ludzie.

przyjdzie śmierć,
okrutnie dobra pani.
pobłogosławi, uciszy, ukoi.
przyjdzie byś zaznał spokoju.
byś porzucił i bliskich, i drani.
wejdzie bez pukania,
powie ci co masz zrobić.
jak ułożyć głowę,
jak krzyczeć lub płakać.

wejdzie w ciebie jak w ptaka
i nauczy cię latać.

śmierć!
ta odległa gdzieś,
prawie nieprawdziwa,
w pewnej chwili
tylko ona będzie żywa,
bo... inni nie dożyli,
więc
pamiętaj, że przyjdzie -
dzisiaj - jutro - za tydzień
bądž gotów na śmierć!

pióro do ręki wež,
aby w ostatniej chwili coś mieć.
sam sobie oddaj cześć i cześć!

kiedy przyjdzie
daj jej ten wiersz.
może się zaczyta,
zamyśli, zastanowi trochę,
rzuci o ścianę grochem
i pójdzie
mrucząc pod nosem:

a po co mi ci ludzie?

i pogodzi się z losem,
z tym, że...
człowiek jest nieśmiertelny.

paždziernik 2002.

głos

konie truchtem po bruku, stuk, stuk.
podkowy džwięczą i skrzą,
karetą po rynku przejeżdża się bóg,
w miasteczku, daleko stąd.

i skąd ta wizja? skąd to we mnie jest?
ecce homo! humanum est!
wizję generuje sam z siebie mózg,
pomiędzy rynsztokiem, a strugą bluzg.

pomiędzy wczoraj-dzisiaj-jutro
słyszę ten głos: "zrób to!
napisz o tamtym miasteczku wiersz,
bo to, co ważne, to w nas jest".

26.10.2002

trochę rozpaczliwe pytanie.

wołam - nie słyszy nikt.
czekam - nikt nie nadchodzi.
idę - lecz cel gdzieś znikł.
chaos, bezradność rodzi.

mówię - słyszą inaczej.
piszę - nie wiem kto czyta.
wierzę!? chcę wiedzieć raczej,
odpowiedž znać, a nie pytać.

pytam - jak zwykły głupek,
co świata zrozumieć nie może.
pełznie przeze mnie smutek...
i po coś mnie stworzył boże?

23.10.2002.

oświadczenie

myśli tak długo rzeczywistość mielą,
aż wszystko wokół zagarną i zanielą.
tak proszę szanownych gości,
dojrzewa się do wieczności.

27.10.2002.

...

życie uchodzi z nas powoli
pomiędzy uśmiechem
a podaniem dłoni
ot
tak
przypadkowo
w każdej wolnej chwili
nim mówić zaczną o nas -
byli.

kochamy przeszłość
pragniemy przyszłości
tęsknimy
cierpimy
wierzymy w miłość
a kiedy osiągniemy
próg niedoskonałości...
a może to tylko
będzie nam się śniło...

komu?
mnie?
tobie?
czy człowiek
może znać na takie pytania
odpowiedž?

cóż
czas leci
dzieci dorastają
oddaliśmy im przysługę niedžwiedzią
życie im dając.

co z nich wyrośnie?
a z nas?

ptak
na nadmorskiej sośnie
i wiatr.

22 marzec 2002.

przedświąteczne rozmyślania.

dzwoneczki dzwonią bardziej mgliście...
wszystko, co piękne ginie w dali.
nikt już nie czeka na jego przyjście,
nikt już nie wierzy, że nas ocali.
ten świat się wyrwał spod kontroli
i sam stanowi swoje zasady.
piękno i miłość za mocno boli,
przeciętny człowiek nie daje rady.
święta na końcu kalendarza,
że doczekamy, w to wierzymy.
sylwester? rzadko się dzisiaj zdarza.
raczej przed tv pięknie milczymy.

pieróg z grzybami, śledž w śmietanie,
kutia, makiełki ? podług tradycji.
patrz już nadchodzi dwunaste danie.
i trzej królowie do stajni przyszli.

tam pastuszkowie uzbrojeni:
uzi, kałachy, semtex, noże -
agenci chronią. dziecko ma penis,
więc go bin laden zabić może.

nikt już nie wierzy, że nas ocali,
to jego raczej chronić trzeba.
dzwoneczki dzwonią coraz dalej,
w bardziej odległym zakątku nieba.

07.12.2001.

młodzi poeci

młodzi poeci łysieją,
mają obwisłe szyje,
żyją jeszcze nadzieją,
że w końcu ktoś ich odkryje.

spierają sie przy piwie,
o życia sens i cel wędrówki,
i serca biją im żywiej,
i znowu ostrzą stalówki.

któregoś dnia odejdą,
nagle, w połowie drogi,
i wreszcie znani będą -
poprzez swe nekrologi.

przechodzień zatrzyma się, poduma
nad grobem zmarłego poety,
przysiądzie, poczyta ludluma,
bo wierszy nie lubi - niestety.

20.03.2001

kosmiczny taniec

zatańcz ze mną królewno, zatańcz.
popatrz, sala ogromna - wszechświat.
widzisz nad głową? wielka mapa.
skaczę w nią i ty skacz i leć tam.
zanurzymy się w niebo jak w džwięki,
nogi same wystukają rytm.
w uszach słyszę słowa tej piosenki,
co przed nami nie słyszał jej nikt.

zatańcz ze mną królewno, zatańcz.
popatrz, sala ogromna - wszechświat.
ja tu i ty tu, a tam,
a tam czeka już na nas wieczność.

coraz szybciej i szybciej i szybciej
wszystko wokół wiruje i gna,
jak przez kosmos pędzimy przez życie -
jeszcze chwilę, jeszcze dzień, jeszcze dwa...

26.11.2000. 27.

niesamowita historia o muzyce.

jeż się jeży , wieża zwierza,
pas pasuje na żołnierza.
pył zapyla krokodyla.
krok za krokiem dają dyla:
kwoki, ćmoki, ponuraki -
wszyscy dają dyla w krzaki.

krawat zwisa, krawiec stoi,
krowa ryczy, bo się boi.
byk jest byczy, byczy chłop -
bo ma jedną nóżkę w bok.
a krawcowa, żona krawca,
pod spódnicą ma latawca.

panny, panki oraz panie
razem czynią wyuzdanie.
uzda konia ciśnie w mordę,
co mu przypomina ordę.
złotą, srebrną, zaściankową
i kobyłę pewną zdrową.

wzięła panna w rękę smyczek
i obcięła sobie cycek,
w wielkim bólu i rozterce -
zobaczyła swoje serce.
drgało, drgało, pulsowało,
w końcu się opamiętało.

leżą skrzypce, nikt ich nie chce -
każdy pannę w cycek łechce.
ona zaś uwielbia granie,
na organkach i organie.
nawet teraz - już po śmierci -
jeszcze tyłkiem mocno wierci.

tak to bywa! trochę szkoda.
panna była przecież młoda,
miękka, lekka i przewiewna -
pewnie także czyjaś krewna.
.............................................
..............................................

1991

ludzie wielcy.

ludzie wielcy, stołki większe, ludzie mali.
ledwo z trudem, na te stołki się wdrapali.
ledwo wležli, ledwo wpełzli, ledwo weszli,
a już wielcy, och jak wielcy! koniec pieśni?

ludzie! oni teraz maja wielkie głowy!
nóżki zaś im zmalały aż do połowy.
oni dzisiaj zejść nie mogą, choćby chcieli.
jeszcze trochę więc posiedzą. do niedzieli?

ludzie wielcy, stołki większe, ludzie mali.
ledwo z trudem, na te stołki się wdrapali.
ledwo wležli, ledwo wpełzli, ledwo weszli,
a już wielcy, och jak wielcy! koniec pieśni?

nie oklaski huczą wokół tylko bieda.
ktoś wykrzyknął: tak się przecież dłużej nie da!
ktoś zawołał: starczy! starczy już tej pieśni!
ludzie mali, stołki większe - jednak weszli.

ledwo, z trudem na stołki się wdrapali.
ledwo wležli, ledwo wpełzli... i tak dalej...

1991

znowu tańczą na okręcie...

znowu tańczą na okręcie,
znowu na okręcie piją,
znowu dziewki obłapiają,
znowu tyją.

a mówią, że szkorbut,
a mówią, że sztorm,
tęsknili do portu,
bo dość mieli porn.

och, sprzedać to wszystko do diabła,
z fasonem puścić się w tan,
na zielono pieniądze zabarwiać
i z paniami żyć wreszcie jak pan.

mamra, umra, kombinaja,
stalka, porwa, lumbiceja,
perwa, nerwa, wyrypaja,
sulicelio sum krateja.

denka, wnizlo, garaciawa.
pałka dalmomyja trek.
grewalina, ciupuraga,
klekik klek, patulin klek!

fazaminda furkus mana,
paradiczka ślipiec slom.
kliwa driwa kasanana,
kurwicelka purpus chlom.

znowu tańczą na okręcie,
znowu na okręcie piją...

1991

po śladach...

po śladach pójdę, po śladach -
ojca, dziada, pradziada...
pójdę po śladach matki -
to nie jest przypadek rzadki,
że człowiek idzie wstecz,
tu kądziel, a tu miecz -
idzie, cofa się w czasie
by dojść do siebie właśnie.

21.08.2000.

tobie

ty znowu jesteś na nieboskłonie.
mrugasz, a dawnoś nie mrugała.
ja biorę światło twoje w dłonie -
choć wcale nie wiem, czy byś chciała.

delikatnie je w palcach przelewam
i śpię. i śnię. i... śpiewam.

moja luneta znowu cię wykryła,
lub ty, jak kometa nadeszłaś.
i była chwila - taka miła -
przez chwilę świeciła wieczność.

tu na ziemi - pazurami ją rwą,
chodzą po niej - bez szacunku żadnego,
tylko wtedy, kiedy marzą i śnią -
ludžmi są. na tym to polega.

patrz z wysoka, świeć -
może jest w tym i pewna wyniosłość,
wolę jednak ocean nad głową mieć,
niż na pustyni nieść wiosło.

Elbląg dn. 9.08.2000 - 6:15

rzeczy i właściwości

rzeczą trudną jest umieć odróżnić:
nie dobro od zła
lecz ważne od nieważnego.

rzeczą istotną jest umieć wybrać:
nie ważne lub nieważne
lecz dobro lub zło.
rzeczą dobrą jest aby iść:
nie w prawo lub w lewo
lecz stale

rzeczą prostą jest być.

rzeczą trudną jest być:
we właściwym miejscu,
we właściwym czasie,
z właściwym człowiekiem.

te "właściwości" decydują o szczęściu.

styczeń 2000

ruszył wóz, wielki na niebie.
nowy rok zaczął się w pędzie.
jaki będzie tego jeszcze nie wiem,
może jutro dowiem się więcej?

jakaś gwiazda puszcza do mnie oko,
tam na niebie to pewnie wiele znaczy,
tu na ziemi - zwyczajne maroko:
trochę flirtu, więcej seksu raczej.

tam na niebie mgławice,
tu zaś zwyczajna mgła,
podskoczę wyżej, za wóz pochwycę,
albo od razu za dwa.

wespnę się, wskoczę, wypnę
na moje życie lipne,
a kiedy już tam będę,
skończę z ziemskim pędem.

jak pan pojadę dalej
w gwiaždzistym karnawale.

3 styczeń 2000.

uwaga! pieszy na drodze!

na poboczu mlecznej drogi
siedzę sobie, moczę nogi.

wszyscy lecą gdzieś na marsa,
a mnie... pobocze wystarcza.

ci na księżyc, ci na wenus,
patrzą na mnie: "a co jemu?"

a ja ? cóż. w połowie drogi,
siedzę sobie, moczę nogi.

może to ich trochę peszy -
ja nie lecę. jestem pieszy.

świt w lesie

pit, pit, pit, pit,pit,
świt, świt, świt, świt,
cii, cii, cii, cii
ii, ii, ii, ii,
idž, idž, idž, idž
się myć, się myć, się myć!

miłość pajacyków

rączki raz. nóżki dwa,
rączki w bok. nóżki w górę,
rączki po plecach: ba! ba! ba
! a nóżki? wyżej! prosto w chmury.

rączki - och! a nóżki? ach!
rączki - ach! a nóżki? och!
rączki i nóżki: ho! ho! ho!
i chmury, chmury - górne tło.

rączki nad głową: klapu klap!
nóżki na bok: o tak! tak!
rączki za rączki - taniec rąk.
a nóżki? nóżki bardziej w bok.

i rączki tak, a nóżki tak.
i nóżki tak. a rączki ? też!
zabawa piękna niechaj trwa!
jesz... jesz... jeszcz...

...cze! ...cze! ...cze! - klekoce główka.
raz tu, raz tam, raz tu.
ugięta lekko lewa nóżka,
a prawa? prosto dawno już.

i szybko! szybko! szybka zmiana,
ugięta lewa, ugięta prawa.
rączki ugięte, w górę i w bok:
i ach! i och! i ach! i och!

sznureczki szumią: szuru szur.
gdzie nimi szarpią? tam czy tu?
nóżki fikają, rączki też,
a główki szepczą: jeszcze, jeszcz...

i rączki raz i nóżki dwa...
ta wolna miłość niechaj trwa,
i raz! i dwa! i raz! i dwa!
i raz...

cham na rogu.

stoję sobie na rogu i gram na rogu,
a wokół stukot kół i karawan ciągnie muł,
za nim starych babek chór
drepce za cmentarny mur.

"ostał mi się tylko sznur!"
i dzwonnik ciągnie za sznur.
na pożogę i na trwogę,
na nasz historyczny dur.

a wiatr głaszcze czapke z piór.
czy poetom starczy piór,
bo dziewczyny nęci tiul,
który potem zeżre mól.

świecidełka! błyszczydełka!
jaśniepańskie pieścidełka!

stoję sobie na rogu
w pełnej krasie cham
i gram.

na rogu gram.
dla was gram.
narodowi gram
sam sobie gram.

patrzcie: nasze historyczne ramy.
światło gra w nich,
my w nich gramy.
nasze częste polskie dramy.

sami z sobą przegrywamy.
sami z soba wygrywamy.
i będziemy wciąż ci sami,
póki mamy jeszcze mamy,

a z ich piersi wysysamy
dramy -
w których potem gramy.

stoję sobie na rogu
w pełnej krasie cham
i gram!

na rogu gram.
dla was gram.
narodowi gram.
sam sobie gram.
       © Henryk Brunon Szumielski - wszelkie prawa zastrzeżone.                               Webdesign: Mateusz Szumielski 2005.