Menu główne
Wiersze.
Henryk Brunon Szumielski
Na ostrzu noża
Na ostrzu noża jest dosyć miejsca
na: poglądy, opinie, przykazania, rady, decyzje…
na: wspomnienia, rozczarowania, wyrzuty…
na: krzyk, nienawiść, agresję…
na: a wiesz… a wtedy… a ty… a dlatego… a tak…
Na ostrzu noża nie ma miejsca
na kompromis, na miłość, na "my", na "warto", na zrozumienie.
Ostrze noża nigdy nie jest wspólne,
gdyby było Kain nie zabiłby Abla.
Nie ma jednej płci i jednej prawdy,
jest tylko jedno życie -
powiedział mężczyzna kobiecie
8 marca 2008 roku
08.03.2009
Katastrofa
Ważne się, rzeczy dzieją,
Ważne...
Czy można żyć nadzieją?
Czas pokaże.
Pochowaliśmy ludzi,
Czy także miecze?
Żal coś w nas budzi,
Coś się odwlecze...
Coś pękło, coś narosło,
Coś odeszło, coś było...
maj-
Twój portret
Krotochwile przez chwilę,
By czas upływał mile,
A w międzyczasie
Samotny jasiek...
Bez słów, bez gestów -
Pustka jest tu.
Białe konwalie
Białe konwalie -
I kwiaty czarne -
Zawiść. Zemsta. Nienawiść.
Prawi jesteśmy, prawi
Mój brat, człowiek, mój brat...
Ziemia, skorupa, czerń.
Wyjdź z cienia, wyjdź i coś zmień.
Nie ulegaj! Nie bój się! Drwij!
Spójrz na zegar -
Niecierpliwi się czas w nas,
Ma twoją, ma moją, twarz.
Nie ulegaj! Nie bój się! Piel!
Niech rozkwitnie wokół nas biel.
Białe konwalie -
Człowiek, człowiek, mój brat!
22-
wiersze lipcowe
więc
starzy ludzie drepczą powoli,
młodzi biegną ku przyszłości,
przyszłość to śmierć
więc
starzy ludzie drepczą powoli.
pomyłka
miało być:
umieranie
starość
wiek dojrzały
młodość
dzieciństwo
itd.
a zaczęło się od itd.
dzieciństwo
młodość
wiek dojrzały
starość
umieranie.
***
nie napiszę ani słowa o...
nawet tego nie napiszę,
jestem kosmicznym błędem,
przecinkiem postawionym
w niewłaściwym miejscu.
rzeczywistość
komu śni się wielkie miasto -
kto marzy o bogactwie -
kto biegnie ten ucieka lub goni albo...
oto wieloznaczność chwili
nóż
kto ma nóż na gardle,
a kto noża nie ma?
kto wbije go w plecy,
a kto w stół?
każdy z nich jest na określony temat,
trzymasz go w ręku? nie dowierzaj mu!
nie wiesz do czego się sposobi
i co ty sam za chwilę z nim zrobisz.
28 i 29.07.2004
stoję na progu -
w tym domu nie niszczy się książek,
w tym domu co we mnie
czas przewraca kartki,
litery wiatr zdmuchuje.
coraz trudniej zrozumieć,
coraz mniej widać.
śmierć ma dwa oblicza -
łagodne dla martwych,
okrutne dla żywych.
stoję na progu,
spisuję ostatnią wolę
patykiem na piasku,
przyzywam póžne wnuki
marzeniem, że będą.
nie mów, że mi wszystko jedno,
nie mów bo nie wiesz.
-
hoja pachnie różowo.
daję słowo, tak pachnie!
wisi nad moją głową
jak kosmiczny zachwyt.
słodko-
z odrobiną mgły.
a gdzie ty jesteś?
-
niczego nie jesteśmy pewni,
nie wiemy co wiemy,
słyszymy kroki,
żyjemy
byle jak, byle gdzie.
ważne, że...
-
są sprawy ważniejsze niż moje
i większe:
przestrzeń, światło, powietrze...
myślę -
-
nie wracajmy do tego.
było to było.
życie klocki lego
rozrzuciło.
nic nie pasuje,
szukamy...
może kiedyś
złożymy nowe życie,
z nieśmiałym pytaniem
o wzajemność?
03.05.2004
brama?
oczy bez łez
usta bez słów
twarz bez mimiki
nieruchome gałęzie
liście bez drżenia
ptaki bez śpiewu
bez krzyku
i bez kiełków i pąków
ziemia
czas stanął
a może to on jest bramą?
08.03 -
ranek
przyszedł mi do głowy
znakomity ból,
jak gdyby świat pękł na pół,
a każda jego połowa
to półkula mózgowa,
po której czołgi jeżdżą -
tam i tu.
grudzień 2002.
poranne badanie kosmosu.
nim świt rozświetli niebo
jest czas na patrzenie w ciemność
widać wtedy wyraźnie
to co było i to co będzie
powoli nabiera kształtów
i wyłania się z mroku
rzeczywistość
jeszcze nie mamy zdania
a już wiemy co trzeba zrobić
dlatego pod koniec dnia
tak chętnie zasypiamy
przed świtem widzimy inaczej
wszystko jest lepsze od tego co będzie
a to co było nie nadstawia konturów
jest ciemnością
dotykiem ręki sprawdzasz
czy twoja kobieta jest jeszcze przy tobie
czujesz twardość ciała i jędrność skóry
wiesz że jest
i wtedy ta przewrotna chuć kosmosu
każe ci badać wszechświat
mijasz galaktyki mgławice
i docierasz na ten kraniec
gdzie jest tylko pulsująca jasność
potem zastygasz w bezruchu
modląc się o kolejny dzień do przeżycia
oto człowiek z człowieka
w człowieku człowiek
ubierasz się i idziesz -
nie sprawdzając nawet
czy twoja kobieta
to ta sama co kiedyś.
04 listopad 2002 godz. 4:45
śmierć i ludzie.
przyjdzie śmierć,
okrutnie dobra pani.
pobłogosławi, uciszy, ukoi.
przyjdzie byś zaznał spokoju.
byś porzucił i bliskich, i drani.
wejdzie bez pukania,
powie ci co masz zrobić.
jak ułożyć głowę,
jak krzyczeć lub płakać.
wejdzie w ciebie jak w ptaka
i nauczy cię latać.
śmierć!
ta odległa gdzieś,
prawie nieprawdziwa,
w pewnej chwili
tylko ona będzie żywa,
bo... inni nie dożyli,
więc
pamiętaj, że przyjdzie -
dzisiaj -
pióro do ręki weź,
aby w ostatniej chwili coś mieć.
sam sobie oddaj cześć i cześć!
kiedy przyjdzie
daj jej ten wiersz.
może się zaczyta,
zamyśli, zastanowi trochę,
rzuci o ścianę grochem
i pójdzie
mrucząc pod nosem:
a po co mi ci ludzie?
i pogodzi się z losem,
z tym, że...
człowiek jest nieśmiertelny.
październik 2002.
...
życie uchodzi z nas powoli
pomiędzy uśmiechem
a podaniem dłoni
ot
tak
przypadkowo
w każdej wolnej chwili
nim mówić zaczną o nas -
byli.
kochamy przeszłość
pragniemy przyszłości
tęsknimy
cierpimy
wierzymy w miłość
a kiedy osiągniemy
próg niedoskonałości...
a może to tylko
będzie nam się śniło...
komu?
mnie?
tobie?
czy człowiek
może znać na takie pytania
cóż
czas leci
dzieci dorastają
oddaliśmy im przysługę niedźwiedzią
życie im dając.
co z nich wyrośnie?
a z nas?
ptak
na nadmorskiej sośnie
i wiatr.
22 marzec 2002.
1991
znowu tańczą na okręcie...
znowu tańczą na okręcie,
znowu na okręcie piją,
znowu dziewki obłapiają,
znowu tyją.
a mówią, że szkorbut,
a mówią, że sztorm,
tęsknili do portu,
bo dość mieli porn.
och, sprzedać to wszystko do diabła,
z fasonem puścić się w tan,
na zielono pieniądze zabarwiać
i z paniami żyć wreszcie jak pan.
mamra, umra, kombinaja,
stalka, porwa, lumbiceja,
perwa, nerwa, wyrypaja,
sulicelio sum krateja.
denka, wnizlo, garaciawa.
pałka dalmomyja trek.
grewalina, ciupuraga,
klekik klek, patulin klek!
fazaminda furkus mana,
paradiczka ślipiec slom.
kliwa driwa kasanana,
kurwicelka purpus chlom.
znowu tańczą na okręcie,
znowu na okręcie piją...
1991
po śladach...
po śladach pójdę, po śladach -
ojca, dziada, pradziada...
pójdę po śladach matki -
to nie jest przypadek rzadki,
że człowiek idzie wstecz,
tu kądziel, a tu miecz -
idzie, cofa się w czasie
by dojść do siebie właśnie.
21.08.2000.
tobie
ty znowu jesteś na nieboskłonie.
mrugasz, a dawnoś nie mrugała.
ja biorę światło twoje w dłonie -
choć wcale nie wiem, czy byś chciała.
delikatnie je w palcach przelewam
moja luneta znowu cię wykryła,
lub ty, jak kometa nadeszłaś.
i była chwila -
przez chwilę świeciła wieczność.
tu na ziemi -
chodzą po niej -
tylko wtedy, kiedy marzą i śnią -
patrz z wysoka, świeć -
może jest w tym i pewna wyniosłość,
wolę jednak ocean nad głową mieć,
niż na pustyni nieść wiosło.
Elbląg dn. 9.08.2000 -
rzeczy i właściwości
rzeczą trudną jest umieć odróżnić:
nie dobro od zła
lecz ważne od nieważnego.
rzeczą istotną jest umieć wybrać:
nie ważne lub nieważne
lecz dobro lub zło.
rzeczą dobrą jest aby iść:
nie w prawo lub w lewo
lecz stale
rzeczą prostą jest być.
rzeczą trudną jest być:
we właściwym miejscu,
we właściwym czasie,
z właściwym człowiekiem.
te "właściwości" decydują o szczęściu.
cham na rogu.
stoję sobie na rogu i gram na rogu,
a wokół stukot kół i karawan ciągnie muł,
za nim starych babek chór
drepce za cmentarny mur.
"ostał mi się tylko sznur!"
i dzwonnik ciągnie za sznur.
na pożogę i na trwogę,
na nasz historyczny dur.
a wiatr głaszcze czapke z piór.
czy poetom starczy piór,
bo dziewczyny nęci tiul,
który potem zeżre mól.
świecidełka! błyszczydełka!
jaśniepańskie pieścidełka!
stoję sobie na rogu
w pełnej krasie cham
i gram.
na rogu gram.
dla was gram.
narodowi gram
sam sobie gram.
patrzcie: nasze historyczne ramy.
światło gra w nich,
my w nich gramy.
nasze częste polskie dramy.
sami z sobą przegrywamy.
sami z soba wygrywamy.
i będziemy wciąż ci sami,
póki mamy jeszcze mamy,
a z ich piersi wysysamy
dramy -
w których potem gramy.
stoję sobie na rogu
w pełnej krasie cham
i gram!
na rogu gram.
dla was gram.
narodowi gram.
sam sobie gram.
Pejzaż miejski II
Drobny znak na murze
jeszcze pachnie farbą...
Upolowali go wczoraj,
pogrzeb w środę.
Tramwaj skrzypi na zakręcie,
słowikowi cierpną skrzydła.
Zaczyna swój skrzypiący trel –
jak tramwaj na zakręcie.
Kiedy pod latarnią jest ciemno
dziewczyny idą do hotelu.
Kiedy jest jasno –
idą jak woda.
Słychać wycie,
komuś się śpieszy.
Na pomoc! Na pomoc!
Ciekawe czy ktoś mu pomoże? –
myślisz przyśpieszając kroku.
Nocne skrzypienie łóżek –
lęk przed starością.
Zapracuj na swoją emeryturę! –
krzyczą bilbordy.
Pracuję! Pracuję!
Wyrodna matka bije cudze dziecko,
konkubent tuli butelkę do piersi.
O świcie budziki
idą spać.
Na ławce siedzi dobra wróżka,
za pięć złotych powie ci co chcesz.
Kim chcesz zostać młody człowieku?
-
05.02.2009.
Kuśtyk...
Laleczko z wykrzywiona nóżką,
Taką piękną masz twarz,
Mówi ci to każde lustro,
Nie raz, nie raz...
Loczki ładnie opadają na skroń,
Zęby białe, równiutko lśnią.
Idziesz – kuśtyk, kuśtyk...
Widzisz, obok nie idzie nikt.
Tam dalej rzesza, tłuszcza, tłum,
A tu ty i livingroom.
Widzisz przez szyby inny świat,
To on ci nóżkę wykrzywił, gdy na nią spadł.
Modlisz się teraz by go trafił szlag,
Z oczu łzy ocierasz... kuśtyk... i dalej tak.
O4.05.2010
Historia pewnej miłości
Pierwsze spojrzenie, pierwszy dotyk,
Pierwsza nieśmiałość poszła w kąt.
I pierwsze wspólnie zrobione kroki,
Pierwszy odkryty razem ląd.
Błądzenie -
Pagórki, dołki, wydmy, zakręty...
Umowa – stała prenumerata.
Po latach – sakrament święty.
Dzieci dorosły, lecz nie dorosły,
Dzieci na zawsze dziećmi są.
Za oknem zapach kolejnej wiosny...
My tu jesteśmy… jakby nie stąd.
05.05.2010
© Henryk Brunon Szumielski -
Druga rozmowa z małym Polakiem.
Kim ty jesteś mały Polaku,
który Londyn wolisz, nie Kraków,
który lubisz być pomiędzy swemi,
nie na polskiej, lecz na obcej ziemi?
Kto i jaki popełnił tu błąd,
że czcisz Polskę tak daleko stąd?
Ty budujesz osiedla w Dublinie,
pod Paryżem zaś rury udrażniasz,
a wieczorem siedzisz przy winie -
winą jawi się sekunda każda.
-
Jaki znak twój?
-
styczeń 2007
Po to jest to zebranie
Mam w sobie ciekawość dziecka,
Dusza -
Żyto -
Druhna -
Wino -
Ptak obudzony przed świtem,
Strach na jednej nodze,
I cień od rana w drodze.
Do gazet pisują osły,
Co drugi w Polsce dorosły,
I mają racje swoje,
Których stale się boję.
Mam w sobie wrażliwość starca,
Któremu nie wystarcza -
Zmarszczek sieć poplątana,
I reumatyzm -
Idę rano do baru,
Na ulubiony makaron.
Gdy mleko rozleję,
Tracę całą nadzieję.
Ojczyzna -
Elita -
I każdy, kto się skupi,
Widzi, że naród jest głupi.
Mam w sobie wiele z kretyna,
Wśród małp trzymałbym prymat.
Na partyjnych zebraniach
Broniłbym swego zdania.
Patrzyłbym paniom w dekolt,
Jak w przyszłość, bardzo daleko...
Miałbym swoje zdanie:
Po to jest to zebranie!
11-
Konie c...
Konie Kossaka cwałują,
Malarze pejzaż malują,
A one biegną i biegną...
A nam jest wszystko jedno...
Przecież nie nam malują
Ten pejzaż.
Pamiętam twarz,
Pamiętam oczy,
Pamiętam, widzę, czuję...
Tu i teraz... niedosyt.
To nim Twój portret maluję.
24.05.2007.
Nie martw się!
Będzie cisza i będzie zgiełk,
Noce mroźne, wietrzne, kłótliwe,
I oczy krytyczne i usta złośliwe,
I odpuszczenia chłodny wdzięk.
Nie martw się!
Będzie piękno, miłość i lęk,
Ciche krzyki i głośne westchnienia,
I będzie bezmyślna chwila zapomnienia,
I ekstazy szalbierczy wdzięk.
Nie martw się!
Jest motyw, więc będzie i cel,
Dni uparte, dudniące krokami,
Zawsze z kimś powiązani lecz zawsze sami,
Z pytaniem na ustach o sens.
Nie martw się!
Posłuchaj! Słyszysz? Głuchy dźwięk,
Kulka w ruletce stale się toczy.
Zobacz! Wszystkie się na niej skupiają oczy...
Na kogo padnie? Ten czy ten?
Nie martw się!
Kiedy niczego już nie usłyszysz,
Wtedy zakochasz się... w ciszy.
Nie martw się!
17,18.10.2005.
wspomnienie
zobacz królewno, kto do nas przyszedł,
powstrzymał krzyk w nas, rozdzielił ciszę.
ręki nie wznosi, palcem nie grozi,
wóż nam podtoczył, zaprosił, wozi.
turkoczą koła, wszechświat wiruje,
po bruku nieba toczy się wóz...
zobacz królewno! widzisz to? czujesz?
a może to tylko wspomnienia już?
04.06.2002/08.03.2003
proroctwo
znowu skądś ludzie przybędą
każdy z nich będzie przybłędą
rozsiądą się, rozkokoszą,
nas z naszych domostw wyproszą
i w końcu... nami tu będą.
koło zatoczy się kołem,
a byczek stanie się wołem,
i czas nastanie nieprawy,
chaosu, krwi i niesławy.
05.06.2002/07.03.2003.
w oczekiwaniu na nadejście wiosny: ścieżka
1.
pięknie tu tak,
cudnie tu tak,
pachnie tu tak,
się zieleni...
idziesz tu tak,
widzę tu tak,
jakby taniec
naszych cieni.
tu tak pięknie,
tu tak cudnie,
tu tak pachnie,
woda pluszcze...
tu tak patrzę
w twoje oczy
i odbijam się
w ich lustrze.
tu tak... tu tak...
tylko tu tak!
mówisz do mnie:
tak-
bo ty tutaj i ja tutaj,
a w nas nasz
wezbrany świat.
skapnie potem rosą w trawę...
może i strumyczkiem nawet?
2.
ty tu taka piękna jesteś,
wyuzdana z konwenansów.
i jak wiatr w jesienny wrzesień
przelatujesz w szybkim tańcu.
główkę schylasz, nóżkę zginasz,
wargą trącasz mnie jak motyl
i otwierasz swój puginał,
abym złożył w nim pieszczoty.
a więc składam i przepadam
na chwil więcej niż myślałem.
chciałem tylko wiersz napisać
tak tu... chyba napisałem?
02.03.2003.
głos
konie truchtem po bruku, stuk, stuk.
podkowy džwięczą i skrzą,
karetą po rynku przejeżdża się bóg,
w miasteczku, daleko stąd.
i skąd ta wizja? skąd to we mnie jest?
ecce homo! humanum est!
wizję generuje sam z siebie mózg,
pomiędzy rynsztokiem, a strugą bluzg.
pomiędzy wczoraj-
słyszę ten głos: "zrób to!
napisz o tamtym miasteczku wiersz,
bo to, co ważne, to w nas jest".
26.10.2002
trochę rozpaczliwe pytanie.
wołam -
czekam -
idę -
chaos, bezradność rodzi.
mówię -
piszę -
wierzę!? chcę wiedzieć raczej,
odpowiedž znać, a nie pytać.
pytam -
co świata zrozumieć nie może.
pełznie przeze mnie smutek...
i po coś mnie stworzył boże?
23.10.2002.
oświadczenie
myśli tak długo rzeczywistość mielą,
aż wszystko wokół zagarną i zanielą.
tak proszę szanownych gości,
dojrzewa się do wieczności.
27.10.2002.
przedświąteczne rozmyślania.
dzwoneczki dzwonią bardziej mgliście...
wszystko, co piękne ginie w dali.
nikt już nie czeka na jego przyjście,
nikt już nie wierzy, że nas ocali.
ten świat się wyrwał spod kontroli
i sam stanowi swoje zasady.
piękno i miłość za mocno boli,
przeciętny człowiek nie daje rady.
święta na końcu kalendarza,
że doczekamy, w to wierzymy.
sylwester? rzadko się dzisiaj zdarza.
raczej przed tv pięknie milczymy.
pieróg z grzybami, śledž w śmietanie,
kutia, makiełki ? podług tradycji.
patrz już nadchodzi dwunaste danie.
i trzej królowie do stajni przyszli.
tam pastuszkowie uzbrojeni:
uzi, kałachy, semtex, noże -
agenci chronią. dziecko ma penis,
więc go bin laden zabić może.
nikt już nie wierzy, że nas ocali,
to jego raczej chronić trzeba.
dzwoneczki dzwonią coraz dalej,
w bardziej odległym zakątku nieba.
07.12.2001.
młodzi poeci
młodzi poeci łysieją,
mają obwisłe szyje,
żyją jeszcze nadzieją,
że w końcu ktoś ich odkryje.
spierają sie przy piwie,
o życia sens i cel wędrówki,
i serca biją im żywiej,
i znowu ostrzą stalówki.
któregoś dnia odejdą,
nagle, w połowie drogi,
i wreszcie znani będą -
poprzez swe nekrologi.
przechodzień zatrzyma się, poduma
nad grobem zmarłego poety,
przysiądzie, poczyta ludluma,
bo wierszy nie lubi -
20.03.2001
kosmiczny taniec
zatańcz ze mną królewno, zatańcz.
popatrz, sala ogromna -
widzisz nad głową? wielka mapa.
skaczę w nią i ty skacz i leć tam.
zanurzymy się w niebo jak w džwięki,
nogi same wystukają rytm.
w uszach słyszę słowa tej piosenki,
co przed nami nie słyszał jej nikt.
zatańcz ze mną królewno, zatańcz.
popatrz, sala ogromna -
ja tu i ty tu, a tam,
a tam czeka już na nas wieczność.
coraz szybciej i szybciej i szybciej
wszystko wokół wiruje i gna,
jak przez kosmos pędzimy przez życie -
jeszcze chwilę, jeszcze dzień, jeszcze dwa...
26.11.2000. 27.
niesamowita historia o muzyce.
jeż się jeży , wieża zwierza,
pas pasuje na żołnierza.
pył zapyla krokodyla.
krok za krokiem dają dyla:
kwoki, ćmoki, ponuraki -
wszyscy dają dyla w krzaki.
krawat zwisa, krawiec stoi,
krowa ryczy, bo się boi.
byk jest byczy, byczy chłop -
bo ma jedną nóżkę w bok.
a krawcowa, żona krawca,
pod spódnicą ma latawca.
panny, panki oraz panie
razem czynią wyuzdanie.
uzda konia ciśnie w mordę,
co mu przypomina ordę.
złotą, srebrną, zaściankową
i kobyłę pewną zdrową.
wzięła panna w rękę smyczek
i obcięła sobie cycek,
w wielkim bólu i rozterce -
zobaczyła swoje serce.
drgało, drgało, pulsowało,
w końcu się opamiętało.
leżą skrzypce, nikt ich nie chce -
każdy pannę w cycek łechce.
ona zaś uwielbia granie,
na organkach i organie.
nawet teraz -
jeszcze tyłkiem mocno wierci.
tak to bywa! trochę szkoda.
panna była przecież młoda,
miękka, lekka i przewiewna -
pewnie także czyjaś krewna.
1991
ludzie wielcy.
ludzie wielcy, stołki większe, ludzie mali.
ledwo z trudem, na te stołki się wdrapali.
ledwo wleźli, ledwo wpełzli, ledwo weszli,
a już wielcy, och jak wielcy! koniec pieśni?
ludzie! oni teraz maja wielkie głowy!
nóżki zaś im zmalały aż do połowy.
oni dzisiaj zejść nie mogą, choćby chcieli.
jeszcze trochę więc posiedzą. do niedzieli?
ludzie wielcy, stołki większe, ludzie mali.
ledwo z trudem, na te stołki się wdrapali.
ledwo wleźli, ledwo wpełzli, ledwo weszli,
a już wielcy, och jak wielcy! koniec pieśni?
nie oklaski huczą wokół tylko bieda.
ktoś wykrzyknął: tak się przecież dłużej nie da!
ktoś zawołał: starczy! starczy już tej pieśni!
ludzie mali, stołki większe -
ledwo, z trudem na stołki się wdrapali.
ledwo wležli, ledwo wpełzli... i tak dalej...
styczeń 2000
ruszył wóz, wielki na niebie.
nowy rok zaczął się w pędzie.
jaki będzie tego jeszcze nie wiem,
może jutro dowiem się więcej?
jakaś gwiazda puszcza do mnie oko,
tam na niebie to pewnie wiele znaczy,
tu na ziemi -
trochę flirtu, więcej seksu raczej.
tam na niebie mgławice,
tu zaś zwyczajna mgła,
podskoczę wyżej, za wóz pochwycę,
albo od razu za dwa.
wespnę się, wskoczę, wypnę
na moje życie lipne,
a kiedy już tam będę,
skończę z ziemskim pędem.
jak pan pojadę dalej
3 styczeń 2000.
uwaga! pieszy na drodze!
na poboczu mlecznej drogi
siedzę sobie, moczę nogi.
wszyscy lecą gdzieś na marsa,
a mnie... pobocze wystarcza.
ci na księżyc, ci na wenus,
patrzą na mnie: "a co jemu?"
a ja ? cóż. w połowie drogi,
siedzę sobie, moczę nogi.
może to ich trochę peszy -
ja nie lecę. jestem pieszy.
świt w lesie
pit, pit, pit, pit,pit,
świt, świt, świt, świt,
cii, cii, cii, cii
ii, ii, ii, ii,
idź, idź, idź, idź
się myć, się myć, się myć!
miłość pajacyków
rączki raz, nóżki dwa,
rączki w bok, nóżki w górę,
rączki po plecach: ba! ba! ba!
a nóżki? wyżej! prosto w chmury.
rączki -
rączki -
rączki i nóżki: ho! ho! ho!
i chmury, chmury -
rączki nad głową: klapu klap!
nóżki na bok: o tak! tak!
rączki za rączki -
a nóżki? nóżki bardziej w bok.
i rączki tak, a nóżki tak.
i nóżki tak. a rączki ? też!
zabawa piękna niechaj trwa!
jesz... jesz... jeszcz...
...cze! ...cze! ...cze! -
raz tu, raz tam, raz tu.
ugięta lekko lewa nóżka,
a prawa? prosto dawno już.
i szybko! szybko! szybka zmiana,
ugięta lewa, ugięta prawa.
rączki ugięte, w górę i w bok:
i ach! i och! i ach! i och!
sznureczki szumią: szuru szur.
gdzie nimi szarpią? tam czy tu?
nóżki fikają, rączki też,
a główki szepczą: jeszcze, jeszcz...
i rączki raz i nóżki dwa...
ta wolna miłość niechaj trwa,
i raz! i dwa! i raz! i dwa!
i raz...
Wersje
***
Kto pracuje w pocie czoła
nie obciera potu z czoła,
bo gdy zetrze ów pot z czoła,
nie pracuje w pocie czoła.
My radości mamy krocie,
kiedy on pracuje w pocie.
***
Ona leży całkiem goła,
on pracuje w pocie czoła,
ona ściera mu pot z czoła,
aby widział, że jest goła.
I radości mają krocie,
ona goła, a on w pocie.
wrzesień 2010
Miałem sen...
Ortodonta mastodonta
Szczękę chciał prostować,
A mastodont ortodoncie
Zaczął perorować:
„Coś tu szczęka? Chyba szczęka,
Ale ortodonty.
Zobacz depczę ci po piętach,
Spylaj stąd! No, won ty…” –
Się mastodont zacietrzewia,
Szczęką groźnie rusza,
Ortodoncie ze wzruszenia
Drży ciało i dusza.
Tu ortodont, tam mastodont
( w tej skróconej formie),
Głośno dyskutują. O czym?
O zdrowia reformie.
Budzę się z okrzykiem:
„Hej! Nie!”
A więc jestem w Sejmie?
Już się nigdy nie położę
Przy telewizorze.
Stare konie
Stare konie dobrze się znają,
wiedzą, który w którą stronę ciągnie,
czasem prowadzić się dają,
a czasem odwrotnie.
Idą razem, przy tym samym dyszlu,
nierówne oddechy, niemiarowy chód,
czasem któryś czuje uzdę na pysku,
obojętność drugiego, chłód.
Stare konie wspomnienia mają,
każdy inne, ale wspólne też,
te wspólne, wspólnie wspominają,
te osobne – nie.
Bywają zmęczone, idą,
każdy sam, we wspólną stronę,
do... do... idą?
Pewnie tak, to są przecież stare konie.
22.03.2009 – w rocznicę ślubu.
Szare życie
Trochę dobra, trochę zła – szare życie.
Trochę słońca, wraz z nim mgła – szare życie.
Gdzie nie spojrzysz to Żuławy,
Płasko, równo i bez sławy,
Tu nie wejdziesz na gór szczyty,
Będziesz syty, niewyżyty.
Prawie prawy, prawie nie – szare życie.
Prawie dobre, prawie złe – szare życie.
Nie zdobędziesz tutaj wprawy,
Płasko, równo, bo Żuławy.
Choć nie braknie ci odwagi,
Tuś nie królem, tylkoś nagi.
Prawie prawy, prawie nie – szare życie.
Prawie dobre, prawie złe – szare życie.
Choć kark zginasz to nie złamiesz,
Razem z tobą umrze pamięć,
Już nie spojrzysz na Żuławy,
Leżąc płasko i bez wprawy.
Trochę dobra, trochę zła – szare życie.
Trochę słońca, wraz z nim mgła – szare życie.
Niepotrzebne ci zaszczyty,
Żyć przestałeś? Toś wyżyty!
Trochę dobry, trochę zły – szary człowiek
Szary kamień, pod nim ty – szary człowiek.
Szare życie, szary człowiek, szary człowiek, szare życie,
Szarość, szarość nas otacza,
Starość, starość przeinacza.
Szare życie, szary kamień, szary człowiek, szare życie…
20-
Życzenia ślubne
Wam Młodożeńcom – my żeńcy stare,
co kośby codzień czas dla nas nastał...
Wymłóć Młokosie! Nie żałuj żaren.
Póki piec chlebny jeszcze nie ostygł.
A Ty Dziewucho, Ty mu nie żałuj!
Niech młóci, miele, rżnie i wypieka,
bo mało wiele czasu zostało,
a potem może nie być już żaren,
i gdzieś ucieknie ogień z pieca.
Czas chichotliwie za Wami drobi
i wręcz popycha ku przyszłej chwale,
on Wam pomoże, w zaciszu zrobić
to, co potrzeba, by ród trwał dalej!