Felietony - U mnie! U mnie!::Felietony::Artykuły::Wywiady::Wiersze::Fraszki::Triolety::Limeryki::E-booki
Aforyzmy::Dziwny Słownik::Publikacje::Książki::Bannery::Linki::Autor::::Księga Gości''

WYBIERZ FELIETON:


 Pytanie o granice
 Urlopowe przypadki
 O godności?
 Takie to podwórko.
 Mężczyzna - gorsza płeć.
 Dni przed Dniem Kobiet (2010).
 Taka jest prawda!
 Poczta.
 4 okiem krasnoluda.
 O P(p)oznaniu
 Jak żyć po końcu świata?
 Nowy Rok...
 O "mapie drogowej".
 Święty Spokój.
 Świat według Word-a.
 Do...
 Gamonie.
 Skrzekot.
 Mądrości narodów.
 Zapiski starszej pani.
 Dziura w myśleniu
 Chopin i Szopen, i...
 Są ludzie, którym czytanie szkodzi
 Bajki, baśnie i rzeczywistość
 A my?
 Po(d)stęp
 Bory i...
 Cyrk nasz widzę ogromny
 Warto było...
 Przegrana płeć.
 Słuchając i patrząc.
 Świat schodzi na psy.
 O rzeczach niemożliwych.
 Zima!
 Karkołomny wywiad o niczym
 Rzeczywistość opaczna
 O poszukiwaniu wspólnych przodków, czyli o przodkologii.
 Tłuste nad Dupą.
 Fachowcy.
 Ludzie.
 Jesienny spacer.
 Badania.
 Noc w lesie.
 Kandydat
 Batmany
 Z k.Raju@i.zeŚwiata
 Rozkołysane życie.
 Jestem kretynem.
 Wiązanka.
 Podzwonne.
 Chuck Norris kontra Strażnicy Arizony.
 Humor i piwo.
 CBOS zbadało...
 Śnieg i głupie pomysły.
 Gra.
 Stres!
 Oszczędność czasu.
 Opera czyli prawo wyboru.
 O człowieku, który rządził...
 O pieniądzach...
 Przez moment...
 Historyjka, a nawet dwie.
 Kłamstwa plaży
 Siła sugestii
 Ginąca płeć
 Przyczepka
 Przykre to...
 Jacy będziemy?
 Kanał specjalny
 Seriale
 Na golasa proszę...
 Luźnopis
 Balowicze i balony
 Rondo
 Z pozycji małpy
 Jesień
 Paradoksy
 Role
 Ogaćcie się porządnie!
 Uproszczenia
 Rower
 Wielkie żarcie
 Na żywo

 

Pytanie o granice


Pracownik czyta ogłoszenie przyklejone na drzwiach wejściowych swojej firmy - "Dnia 12.12.2009 roku biuro będzie nieczynne. Dzień wolny od pracy. Za utrudnienia przepraszamy!" - To, kiedy ja mam pozałatwiać swoje sprawy? - denerwuje się - Wtedy kiedy ja mam wolny dzień, to biuro jest nieczynne. To oczywiście żart. Żaden pracownik, nie bierze dnia wolnego, aby załatwić sprawy w swojej firmie. Nikomu to nawet do głowy nie przychodzi. Po prosto załatwia w normalnych godzinach pracy i tyle. Jeśli jest to urząd, a w nim kilkuset pracowników, to przynajmniej kilkunastu z nich, w pewnej chwili, załatwia nie sprawy petentów, lecz swoje. Normalne? Oczywiście, że tak. Gdyby robili inaczej otoczenie uznałoby ich za niespełna rozumu. Ale gdyby tych spraw było dużo i załatwiali je często? Wtedy to by takie oczywiste i normalne nie było. Te przykłady to tylko pytanie o granice. O to, kiedy kończy się normalność, a zaczyna śmieszność lub wściekłość (otoczenia).

Inny przykład. Na większości skrzyżowań miejskie autobusy, aby móc skręcić w prawo na skrzyżowaniu i wjechać w następna ulicę muszą przednim kołem przekroczyć linię ciągłą. Muszą, gdyż inaczej się nie da. Autobus jest za długi i za mało skrętny. Muszą, ale nie powinny, bo łamią przepisy ruchu drogowego, a autobus nie jest przecież pojazdem uprzywilejowanym, na sygnale. Ma czekać? Stać na tym skrzyżowaniu i czekać aż zamalują linię ciągłą? Albo tak długo, aż zmienia przepisy? Bzdura! Ale skoro autobus może, to inni także powinni móc. Powinni. To jasne. Bzdura! Bo skoro wszyscy będą łamać, bez konsekwencji, przepisy ruchu drogowego, to takie przepisy nie są w ogóle potrzebne. Inny przykład z tego samego podwórka. Wąska jezdnia. poza miastem. Podwójna linia ciągła. Biegnie ponad kilometr lub dalej. Jedzie wóz konny. Samochód za nim. Nie może go wyprzedzić, bo musiałby przekroczyć podwójną ciągłą. Wlecze się, więc powoli. W tej sytuacji kolejne, jadące za nim auta, kiedy tylko sytuacja na drodze na to pozwala, wyprzedzają wlokące się auto i jadącą przed furmankę. Zagrożenie jest większe niż gdyby każdy omijał pędzący z szybkością 10 km na godzinę wóz. Gdzie jest, więc granica? W tym wypadku granicą dla kierowcy wyprzedzającego furmankę jest granica zdrowego rozsądku. Zdrowy rozsądek mówi mu, że nie powinien utrudniać ruchu innym, ale mówi mu także, że nie powinien wyprzedzać, kiedy w polu widzenia jest policjant. Z punktu widzenia policjanta, wyprzedzać nie powinien, bo jest linia ciągła, a jeśli to czyni, to musi otrzymać mandat i punkty karne. Oczywiście sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej jeśli policjant zatrzyma auto celem ukarania kierowcy. To wstrzyma całkowicie ruch na drodze. Gdzie jest, więc ta granica? Gdzie kończy się normalność, a zaczyna śmieszność?

Stale przekraczamy jakieś granice - absurdu, śmieszności, tragedii. Najczęściej podejmujemy decyzje bez głębszego zastanowienia. Tym bardziej, że nasze zachowania regulują przepisy, które uchwalili ludzie, którzy także zbyt mocno się nie zmęczyli myśleniem. No, może czasem ktoś pomyśli. Na przykład wtedy, kiedy wykonał to, co powinien, tak jak powinien, a zaskoczony normalnością klient odwdzięcza mu się jak umie. Bukiet kwiatów chyba może przyjąć? A 500 róż? Czy to już łapówka? A zegarek? No, jeśli to stara "Ruhla", to chyba może wziąć. Ale, po co?

Granice normalności najlepiej widoczne są w ruchu lotniczym. Samolot, który ma ileś tam usterek, za sterami, którego siedzi pilot, który został dopuszczony do kierowania nim za łapówkę, może lecieć. Ale jeśli pojawi się jedna usterka więcej, albo konieczność wykonania manewru, którego pilot nigdy się nie nauczył - samolot spada. Dobór naturalny likwiduje złego pilota, zepsuty samolot, a przy okazji wszystkich pechowców, którzy nim lecieli.

Pytanie o granice to pytanie: Lecimy, czy spadamy? Nie ma wyjścia. Czasem trzeba lecieć. Niestety jak się ma pecha to...

Pytanie pozostaje otwarte.



Henryk Brunon Szumielski - 21.08.2009

















       © Henryk Brunon Szumielski - wszelkie prawa zastrzeżone.                               Webdesign: Mateusz Szumielski 2005.