Felietony - U mnie! U mnie!::Felietony::Artykuły::Wywiady::Wiersze::Fraszki::Triolety::Limeryki::E-booki
Aforyzmy::Dziwny Słownik::Publikacje::Książki::Bannery::Linki::Autor::::Księga Gości''

WYBIERZ FELIETON:


 Urlopowe przypadki
 O godności?
 Takie to podwórko.
 Mężczyzna - gorsza płeć.
 Dni przed Dniem Kobiet (2010).
 Taka jest prawda!
 Poczta.
 4 okiem krasnoluda.
 O P(p)oznaniu
 Jak żyć po końcu świata?
 Nowy Rok...
 O "mapie drogowej".
 Święty Spokój.
 Świat według Word-a.
 Do...
 Gamonie.
 Skrzekot.
 Mądrości narodów.
 Zapiski starszej pani.
 Dziura w myśleniu
 Chopin i Szopen, i...
 Są ludzie, którym czytanie szkodzi
 Bajki, baśnie i rzeczywistość
 A my?
 Po(d)stęp
 Bory i...
 Cyrk nasz widzę ogromny
 Warto było...
 Przegrana płeć.
 Słuchając i patrząc.
 Świat schodzi na psy.
 O rzeczach niemożliwych.
 Zima!
 Karkołomny wywiad o niczym
 Rzeczywistość opaczna
 O poszukiwaniu wspólnych przodków, czyli o przodkologii.
 Tłuste nad Dupą.
 Fachowcy.
 Ludzie.
 Jesienny spacer.
 Badania.
 Noc w lesie.
 Kandydat
 Batmany
 Z k.Raju@i.zeŚwiata
 Rozkołysane życie.
 Jestem kretynem.
 Wiązanka.
 Podzwonne.
 Chuck Norris kontra Strażnicy Arizony.
 Humor i piwo.
 CBOS zbadało...
 Śnieg i głupie pomysły.
 Gra.
 Stres!
 Oszczędność czasu.
 Opera czyli prawo wyboru.
 O człowieku, który rządził...
 O pieniądzach...
 Przez moment...
 Historyjka, a nawet dwie.
 Kłamstwa plaży
 Siła sugestii
 Ginąca płeć
 Przyczepka
 Przykre to...
 Jacy będziemy?
 Kanał specjalny
 Seriale
 Na golasa proszę...
 Luźnopis
 Balowicze i balony
 Rondo
 Z pozycji małpy
 Jesień
 Paradoksy
 Role
 Ogaćcie się porządnie!
 Uproszczenia
 Rower
 Wielkie żarcie
 Na żywo

 

Urlopowe przypadki


Wstaję rano, a u mnie rano to jest przed świtem, spoglądam w okno i widzę na środku nieboskłonu, na południowej stronie nieba, jasną gwiazdę. Nigdy wcześniej jej nie zauważyłem. Na astronomii się nie znam, dlatego zawsze z zainteresowaniem czytam wszystko, co napisze Krzysztof Kida w Tygodniu w Elblągu. Gapię się, więc zaskoczony na tę gwiazdę i nie mam pojęcia, co ona za jedna. Następnego ranka niebo było bardziej zamglone i innych gwiazd nie było widać, ale ta nowa, dopiero, co przeze mnie odkryta świeciła dość jasno. W kolejnym dniu obserwacji zacząłem się zastanawiać, dlaczego ona zawsze świeci w tym samym miejscu. W końcu uznałem, że to satelita geostacjonarny. W ten sposób oprócz gwiazdy stałem się także odkrywcą satelity najnowszej generacji. Jak na początek urlopu całkiem nieźle.

Pojechałem do Stegny. Piękna pogoda, piękna plaża, piękne kobiety. Pięknie mi się ten urlop zaczął. Następnego dnia rozbolało mnie kolano. No pięknie - pomyślałem - ale pewnie to chwilowe. W tym wypadku nie cytowałem poety - Chwilo trwaj, jesteś piękna! Zresztą, co to za chwila, która trwa już ponad miesiąc. Urlop przekuśtykałem z godnością. Medykom głowy nie zawracałem. Kiedy bliscy radzili mi - Idź do lekarza. Odpowiadałem - Jak mam iść, skoro boli mnie noga? Przecież to logiczne, że jeśli boli to chodzić nie warto. Skoro nie mijało, i nie dało się przeczekać, postanowiłem się przyzwyczaić. Kolega stwierdził, że jeśli i to mi się nie uda, to następnym etapem będzie - polubić. Polubiam więc.

Pomimo kuśtykania postanowiłem zwiedzić najbliższą okolicę. Nigdy nie byłem w Norwegii. Pojadę - postanowiłem. Ale w Holandii także nie byłem. Więc pojadę do Holandii. Sprawdziłem stan konta i pojechałem. Do Nowej Holandii, tuż przy obwodnicy Elbląga. Na to mnie stać. Tylko, że Nowa Holandia w przeciwieństwie do starej Holandii ma godziny otwarcia i zamknięcia. Za to można nie mieć paszportu, ani nawet dowodu osobistego. Wszedłem na stronę internetową, naprawdę ładnie zrobioną, gdzie można sobie Nową Holandię obejrzeć, ale nie znalazłem tam informacji, w jakich godzinach jest czynna. Za to była informacja, od której, do której godziny można tam zatelefonować. Nawet numer telefonu był. Zadzwoniłem i już wiedziałem, że od godziny 10-tej jest czynne. Wspominam o tym, gdyby ktoś chciał się tam wybrać. Naprawdę warto. Kanały, mostki, łodzie, rowery wodne, konie, mini zoo jedzenie, picie i śliczne widoki. Przy czym skoro piszę mini zoo to znaczy, że ono jest naprawdę mini. Ale jest tam piękny kozioł wraz z małżonką i pewnie dziećmi także. Tylko ukryte były, w chaszczach. Każdy ma prawo do intymności. Nawet koza. Wiaty, ławki, huśtawki. Naprawdę można wypocząć. Nawet, jeśli nie pije się piwa, które oczywiście jest także. Samoloty latały mi nad głową i spadochroniarze kręcili piruety. W końcu lotnisko jest niedaleko. To był naprawdę udany dzień. W Nowej Holandii jest nawet statek, który zabiera na pokład 50 osób. Zabiera, albo nie. Nigdzie nie było informacji, kiedy odpływa. Dowiedziałem się, że popłynie jak będzie, co najmniej 20 chętnych. Co chwilę jakiś chętny przychodził i sprawdzał, czy statek popłynie i odchodził, bo nikogo poza mną na statku nie było. Nie doczekałem się. Widocznie statek płynie tylko wtedy, kiedy przyjedzie zorganizowana grupa, aby popłynąć. Tych, co są, nikt nie organizuje. Szkoda.

Wracając z Holandii do domu zauważyłem dźwig. Jego ramię sterczało tak, że zainstalowane na nim światełko z powodzeniem udawało gwiazdę, albo sputnik. Niestety więc, odkrywcą nie zostałem. Urlop już mi się dawno skończył. Kolano boli mniej, ale boli. Jakoś polubić tego nie potrafię. Ale skoro już mi lepiej i mogę chodzić, to pewnie wybiorę się do lekarza. W końcu jakoś muszę wykorzystać te pieniądze, które każdego miesiąca znikają z mojej pensji, jako składka zdrowotna.


Henryk Brunon Szumielski - 14.08.2009

















       © Henryk Brunon Szumielski - wszelkie prawa zastrzeżone.                               Webdesign: Mateusz Szumielski 2005.