O godności? Takie to podwórko. Mężczyzna - gorsza płeć. Dni przed Dniem Kobiet (2010). Taka jest prawda! Poczta. 4 okiem krasnoluda. O P(p)oznaniu Jak żyć po końcu świata? Nowy Rok... O "mapie drogowej". Święty Spokój. Świat według Word-a. Do... Gamonie. Skrzekot. Mądrości narodów. Zapiski starszej pani. Dziura w myśleniu Chopin i Szopen, i... Są ludzie, którym czytanie szkodzi Bajki, baśnie i rzeczywistość A my? Po(d)stęp Bory i... Cyrk nasz widzę ogromny Warto było... Przegrana płeć. Słuchając i patrząc. Świat schodzi na psy. O rzeczach niemożliwych. Zima! Karkołomny wywiad o niczym Rzeczywistość opaczna O poszukiwaniu wspólnych przodków, czyli o przodkologii. Tłuste nad Dupą. Fachowcy. Ludzie. Jesienny spacer. Badania. Noc w lesie. Kandydat Batmany Z k.Raju@i.zeŚwiata Rozkołysane życie. Jestem kretynem. Wiązanka. Podzwonne. Chuck Norris kontra Strażnicy Arizony. Humor i piwo. CBOS zbadało... Śnieg i głupie pomysły. Gra. Stres! Oszczędność czasu. Opera czyli prawo wyboru. O człowieku, który rządził... O pieniądzach... Przez moment... Historyjka, a nawet dwie. Kłamstwa plaży Siła sugestii Ginąca płeć Przyczepka Przykre to... Jacy będziemy? Kanał specjalny Seriale Na golasa proszę... Luźnopis Balowicze i balony Rondo Z pozycji małpy Jesień Paradoksy Role Ogaćcie się porządnie! Uproszczenia Rower Wielkie żarcie Na żywo |
|
O godności? Było to w Elblągu 4 czerwca 2009 roku około godziny 15:15. Miejsce: przejście dla pieszych na rogu ulic Żeromskiego i Grunwaldzkiej, w pobliżu dworca PKP. Stoimy, czekając na zmianę świateł, aby przejść przez jezdnię od strony dworca. Przed nami pędzą trzy kolumny samochodów. Nagle, po drugiej stronie, na wysepce rozdzielającej dwie nitki ulicy pojawia się on. Nie zauważyłem, w jaki sposób tam dotarł. Zarośnięty, trochę brudny, w zniszczonym ubraniu, z teczką przewieszoną przez piersi. Wszedł na jezdnię zdecydowanie, lekko chwiejnym krokiem. Samochody na pierwszym pasie zwolniły i zatrzymały się. Podniósł rękę dając krótki zdecydowany znak, że będzie szedł dalej i wszyscy powinni się zatrzymać. To dziwne, ale ruch zamarł. Nikt nie trąbił, nikt nie opuścił szyby i nie złorzeczył, nikt go nie poganiał. On szedł. Nie był pijany. Raczej w naturalnym dla siebie stanie, lekko chybotliwym, co mogło być oznaką osłabienia lub choroby. Szedł powoli. Kiedy doszedł do końca zebry i wspiął się na chodnik, auta ruszyły. My staliśmy, nadal czekając na zmianę świateł. On poszedł. Pokazał, że człowiek ma swoją godność i jest ważniejszy od jadących samochodów. Wreszcie światła rozbłysły zielenią. Auta stanęły. Ruszyliśmy w pośpiechu, aby zdążyć przez podwójne przejście. Sam nie wiem dlaczego widok człowieka, który jednym gestem zatrzymał kilkanaście pojazdów skojarzył mi się z wielokrotnie publikowanymi na łamach prasy zdjęciami chińskiego studenta, który na placu Niebiańskiego Spokoju zatrzymał swoją zdecydowaną postawą kolumnę czołgów. Był odważny. Ryzykował życiem. W tym momencie zwyciężył. Świat będzie go pamiętał długo. Może nawet tak długo, jak długo będzie trwała nasza cywilizacja. Ten, który zatrzymał trzy kolumny aut, także wykazał się odwagą. A może tylko nonszalancją, lekceważeniem, a może nawet bezmyślnością? Była jednak w jego spokojnym kroku, w zdecydowanym ruchu ręki, jakaś godność. Szedł bez patosu, ot tak, od niechcenia. Zatrzymał samochody nie dla idei, nie dla wielkiej sprawy. Zrobił to, bo po prostu chciał przejść Może nawet szedł bez celu. Szedł, aby iść. Był u siebie, więc poruszał się swobodnie. Jak to bezdomny, którego domem jest cała okolica, to miasto także. Ponieważ był u siebie, to mógł robić, co chciał. Poruszający się swoimi samochodami ludzie, śpieszący się do swoich dzieci, żon, rodziców, uznali jego prawo do swobodnego przejścia. Cóż, człowiek ma swoją godność. Każdy człowiek. To piękne, że sobie czasem o tym przypominamy. Nawet wtedy, kiedy sytuacja nas zaskakuje, kiedy nie wiemy, co zrobić i... zachowujemy się przyzwoicie. Nawet, jeśli ten ktoś nie ma formalnego prawa do szacunku i podziwu. Tego samego dnia, ludzie uznawani powszechnie za godnych szacunku nie podali sobie ręki i odmówili sobie prawa do przebywania razem w tym samym miejscu. Człowiek, o którym napisałem, wyglądał tak pięknie, bo tło dnia było brzydkie. Jego jednak nikt nie zapamięta. Nie będą go każdego roku przypominały artykuły w prasie. Ot, był i poszedł. Zwyczajny człowiek, który prostym gestem zatrzymał ruch na ulicy. Tylko z tego powodu godny podziwu. Ale godni podziwu są także ci, którzy się zatrzymali i pozwolili mu przejść. Nawet bardziej niż on. Pomimo wszystko nie mogę zrozumieć, dlaczego go posłuchali. Było w nim widocznie coś więcej, niż to, co dostrzegały oczy. Coś, co kazało się kierowcom zatrzymać, a mnie napisać ten felieton. Może jego charyzma polegała na tym, że miał tak mało do stracenia? Tylko życie. Nic więcej. One jednak mogło mieć dla niego inną wartość, niż nasze dla nas. Ot, jakiś włóczęga przeszedł przez jezdnię. O czym tu pisać? Henryk Szumielski - 04.06.2009. |
| © Henryk Brunon Szumielski - wszelkie prawa zastrzeżone. Webdesign: Mateusz Szumielski 2005. |