Takie to podwórko. Mężczyzna - gorsza płeć. Dni przed Dniem Kobiet (2010). Taka jest prawda! Poczta. 4 okiem krasnoluda. O P(p)oznaniu Jak żyć po końcu świata? Nowy Rok... O "mapie drogowej". Święty Spokój. Świat według Word-a. Do... Gamonie. Skrzekot. Mądrości narodów. Zapiski starszej pani. Dziura w myśleniu Chopin i Szopen, i... Są ludzie, którym czytanie szkodzi Bajki, baśnie i rzeczywistość A my? Po(d)stęp Bory i... Cyrk nasz widzę ogromny Warto było... Przegrana płeć. Słuchając i patrząc. Świat schodzi na psy. O rzeczach niemożliwych. Zima! Karkołomny wywiad o niczym Rzeczywistość opaczna O poszukiwaniu wspólnych przodków, czyli o przodkologii. Tłuste nad Dupą. Fachowcy. Ludzie. Jesienny spacer. Badania. Noc w lesie. Kandydat Batmany Z k.Raju@i.zeŚwiata Rozkołysane życie. Jestem kretynem. Wiązanka. Podzwonne. Chuck Norris kontra Strażnicy Arizony. Humor i piwo. CBOS zbadało... Śnieg i głupie pomysły. Gra. Stres! Oszczędność czasu. Opera czyli prawo wyboru. O człowieku, który rządził... O pieniądzach... Przez moment... Historyjka, a nawet dwie. Kłamstwa plaży Siła sugestii Ginąca płeć Przyczepka Przykre to... Jacy będziemy? Kanał specjalny Seriale Na golasa proszę... Luźnopis Balowicze i balony Rondo Z pozycji małpy Jesień Paradoksy Role Ogaćcie się porządnie! Uproszczenia Rower Wielkie żarcie Na żywo |
|
Takie to podwórko. Każdy człowiek ma swoje podwórko. Większe, lub mniejsze, lepsze, lub gorsze, ale własne. Takie, o którym mówi "moje". Moje podwórko mieściło się pomiędzy budynkiem, a ogródkami. Miało kształt długiego, wąskiego prostokąta. Dwa krótsze boki były otwarte. Była to po prostu piaszczysta droga z tyłu budynków, równoległa do ulicy. Na ulicy nie wolno było nam się bawić. Do tego celu służyło podwórko. Kiedy padał deszcz, strumyk wody udawał rzekę, a patyczki raz tworzyły tamę, a za chwilę grały rolę statków płynących w dół, na podwórko chłopaków z sąsiedniego bloku. Na tym podwórku graliśmy w "kasę" i w "ścianki". Często bawiliśmy się piłką, co bardzo nie podobało się dorosłym. Szczególnie wtedy, kiedy piłka zamiast trafić w - zaznaczoną kredą na ścianie - bramkę, trafiała w szybę któregoś z okien. Kiedy okno było otwarte, zawsze mieliśmy kłopot z jej odzyskaniem. Podwórko rosło wraz z nami. Z czasem objęło także łąkę po drugiej stronie ulicy, a nawet samą ulicę i chodnik, z przyległym trawnikiem. Tam graliśmy w "pikuty". Dorastaliśmy, podwórkiem stało się miasto. Nasze miasto. Tu szlifowaliśmy bruki, chodziliśmy na podryw, uczyliśmy się życia. Jak to na podwórku. Dla niektórych z nas podwórko powiększyło się tak mocno, że objęło cały kraj. Wyjechali do USA, do Australii i tęsknili do swojego podwórka. Tego małego, i tego dużego. Do ludzi, i do rzeczy, których już nie było, lub były niedostępne. Niektórzy jeszcze tęsknią. Inni tylko wspominają. Niedawno odwiedziłem podwórko mojej Mamy. To maleńkie, obejmujące teren przy domu, w miejscu, gdzie się urodziła i wychowała i to większe, gdzie mieszkała i pracowała. Jej tęsknoty stały się teraz moimi tęsknotami. Tam czułem obecność nigdy nie widzianego dziadka, i tak samo, nigdy nie poznanej babci. Tam stąpałem po ziemi, którą przez wieki uprawiali moi przodkowie, gdzie nadal pracują moi krewni. Dzisiaj na tamte podwórko przyjeżdża, każdego ranka, punktualnie - o siódmej trzydzieści - piekarz. Przywozi swoim samochodem chleb, bułki i ciasto, które upiekł w nocy. Wszystko świeże i smaczne. Bułeczki są tak chrupiące, jak te o których swego czasu, opowiadał minister Krasiński. Ludzie wieszają na bramach siatki, piekarz wkłada w nie to, co wie, że dana rodzina lubi. Kiedy odbierają pieczywo osobiście, płacą, za to, co przywiózł wcześniej i teraz. Piekarz bierze pieniądze i chowa do kieszeni. Nie liczy. Wie, że go nie oszukają, tak jak oni wiedzą, że przywiózł smaczne pieczywo. Mają do siebie zaufanie. Takie tam są podwórka, w Wielkopolsce. Kiedy wracałem z rodzinnych stron mojej Mamy do domu, padał deszcz. Lało jak z cebra. Chwilami woda w koleinach, prawie wyrywała kierownicę z ręki próbując skierować samochód do lasu, lub na sąsiedni pas drogi. Dojechałem szczęśliwie. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Wieczorem widziałem i słyszałem w telewizji, że były wypadki. Na tej trasie, którą jechałem zginęły cztery osoby. Jak zwykle podano, że przyczyną wypadku była nadmierna prędkość i trudne warunki atmosferyczne. To przykre, że dziennikarze podają takie nieprawdziwe informacje. Podają je dla dobra tych, którzy rzeczywiście są winni. Oczywiście, że jedną z przyczyn mogła być nadmierna szybkość, tak samo jak jedną z przyczyn śmierci kierowców, było to, że kiedyś kupili auta, a potem jeździli nimi po polskich drogach w których TIRy wyżłobiły głębokie koleiny, tak jak gdyby sam środek transportu domagał się tego, aby przewozić te ogromne ilości towarów koleją. Stąd "koleiny". Stawianie znaków ograniczających prędkość ze względu na dziury i wyboje, to przyznanie się do wiedzy o tym, że jazda po takiej drodze grozi śmiercią, lub kalectwem. Ten kto o tym wie i stawia znaki, zamiast utrzymywać drogi w dobrym stanie, ten jest winien śmierci ludzi. Tych, którzy już zginęli, i tych, którzy wkrótce zginą. To smutne, że płacą za to życiem ci, którzy kupili samochód i myślą, że można nim w Polsce jeździć. Takie to podwórko. Henryk Szumielski - 14.05.2009. |
| © Henryk Brunon Szumielski - wszelkie prawa zastrzeżone. Webdesign: Mateusz Szumielski 2005. |