Felietony - U mnie! U mnie!::Felietony::Artykuły::Wywiady::Wiersze::Fraszki::Triolety::Limeryki::E-booki
Aforyzmy::Dziwny Słownik::Publikacje::Książki::Bannery::Linki::Autor::::Księga Gości

WYBIERZ FELIETON:


 Są ludzie, którym czytanie szkodzi
 Bajki, baśnie i rzeczywistość
 A my?
 Po(d)stęp
 Bory i...
 Cyrk nasz widzę ogromny
 Warto było...
 Przegrana płeć.
 Słuchając i patrząc.
 Świat schodzi na psy.
 O rzeczach niemożliwych.
 Zima!
 Karkołomny wywiad o niczym
 Rzeczywistość opaczna
 O poszukiwaniu wspólnych przodków, czyli o przodkologii.
 Tłuste nad Dupą.
 Fachowcy.
 Ludzie.
 Jesienny spacer.
 Badania.
 Noc w lesie.
 Kandydat
 Batmany
 Z k.Raju@i.zeŚwiata
 Rozkołysane życie.
 Jestem kretynem.
 Wiązanka.
 Podzwonne.
 Chuck Norris kontra Strażnicy Arizony.
 Humor i piwo.
 CBOS zbadało...
 Śnieg i głupie pomysły.
 Gra.
 Stres!
 Oszczędność czasu.
 Opera czyli prawo wyboru.
 O człowieku, który rządził...
 O pieniądzach...
 Przez moment...
 Historyjka, a nawet dwie.
 Kłamstwa plaży
 Siła sugestii
 Ginąca płeć
 Przyczepka
 Przykre to...
 Jacy będziemy?
 Kanał specjalny
 Seriale
 Na golasa proszę...
 Luźnopis
 Balowicze i balony
 Rondo
 Z pozycji małpy
 Jesień
 Paradoksy
 Role
 Ogaćcie się porządnie!
 Uproszczenia
 Rower
 Wielkie żarcie
 Na żywo

 




Są ludzie, którym czytanie szkodzi.


Są książki, które wzbudzają agresję. Właśnie zacząłem czytać jedną z nich. "Najdowcipniejszego, najbardziej oryginalnego i najbardziej eleganckiego autora amerykańskiego" - to wyczytałem w jakiejś recenzji, która mnie zachęciła do czytania. Dojechałem do połowy i musiałem trzymać się za ręce, aby nie wrzucić jej do kosza na śmieci. Zwyciężył szacunek do książek w ogóle, i to, że książka nie była moja. Takiej ilości pustosłowia, bzdur, miałkości i nijakości dawno nie miałem przed oczyma.

Zdarza się, że czytając książkę podziwiam autora i wzdycham, że ja nie posiadam talentu na jego miarę. Ale w tym wypadku ucieszyłem się, że to nie ja jestem tym wybitnym autorem, bo chyba musiałbym wyjechać z miasta, aby nie patrzeć w oczy rodzinie i znajomym. Być może wspomniana książka jest bardzo dobra, a autor rzeczywiście lata wysoko i jest najbardziej amerykański z Amerykanów, a ja po prostu za mały jestem, aby pojąć ogrom treści w niej zawartej. A może po prostu nie lubię tego, co amerykańskie? Nie rozumiem doskonałości amerykańskiej kuchni, nie podziwiam ich prezydenta, nie przepadam za najlepszymi w świecie hollywoodzkimi filmami, nie zazdroszczę najlepszego na świecie systemu podsłuchiwania obywateli. Przez chwilę tylko zainteresowałem się doskonałością stażystek w Białym Domu, a najbardziej tą, która lubiła się bawić najlepszymi na świecie cygarami. To zainteresowanie jednak szybko minęło. Nigdy nie marzyłem o zwiedzaniu Nowego Jorku, i Stanów w ogóle. Owszem chciałbym pojechać na chwilę do Kanady, na kilka dni do Meksyku, na kilkanaście do Wenezueli i Peru. To także Ameryka. Nie podobała mi się podróż amerykańskich F16 do Polski, ale bardzo się cieszę, że po drodze nie spadły, lecz doleciały. Źle mi się kojarzy offset z nimi związany, który podobno jest dla nas bardzo korzystny. Widocznie ja zwyczajnie nie lubię tego, co najlepsze na świecie. Więc, pewnie nie mam racji z tą książką, której nie wyrzuciłem do kosza, bo facet, który nie przepada za amerykańską doskonałością nie może być obiektywny w jej ocenie. Zresztą tu nie chodzi tylko o to, co amerykańskie, chodzi o to, że to, co reklamowane jest jako NAJ, najczęściej wcale takie nie jest. Prosty przykład - konkursy piękności. Przecież nie ma, i nigdy nie będzie, jednej najładniejszej kobiety. Zawsze jest kilkaset, a może nawet kilkaset tysięcy najładniejszych i te okrzyczane, nie wszystkie się w tej grupie mieszczą. Dawniej wszystko co najlepsze na świecie mieli Rosjanie, teraz mają to Amerykanie, a w przyszłości będą to pewnie Chińczycy, po nich Hindusi, a po nich...

W samym określeniu "najdowcipniejszy" kryje się pułapka. Znaczy dowcipny w każdym zdaniu, bo w innym przypadku byłby mniej dowcipny, niż ten, który jest dowcipny w co drugim zdaniu itp., itd. A "najbardziej oryginalny" oznacza, że inni autorzy są mniej oryginalni, więc pewnie są i tacy, którzy w ogóle oryginalni nie są. Chciałbym poznać listę tych oryginałów i tych falsyfikatów. Czytałbym tych, których nie ma na żadnej z tych list. Pozostaje jeszcze "najbardziej elegancki" - tu, podobnie jak z urodą, jest to kwestia gustu odbiorcy.

Na moim przykładzie wyraźnie widać, że są na świecie ludzie, którzy nie powinni czytać najlepszych na świecie książek, i tacy, którym czytanie szkodzi. Zaczynam rozumieć tych, którzy nie czytają. Może to oni mają rację?

Henryk Brunon Szumielski - 04.01.2008.






       © Henryk Brunon Szumielski - wszelkie prawa zastrzeżone.                               Webdesign: Mateusz Szumielski 2005.