O człowieku, który rządził... O pieniądzach... Przez moment... Historyjka, a nawet dwie. Kłamstwa plaży Siła sugestii Ginąca płeć Przyczepka Przykre to... Jacy będziemy? Kanał specjalny Seriale Na golasa proszę... Luźnopis Balowicze i balony Rondo Z pozycji małpy Jesień Paradoksy Role Ogaćcie się porządnie! Uproszczenia Rower Wielkie żarcie Na żywo |
|
O człowieku, który rządził...
Współczesny człowiek - wciągany przez tryby globalizacji, pętany przez system prawny, uwikłany w sieci zależności i dodatkowo tumaniony permanentnie przez polityków i dobijany nadmiarem informacji w mediach - ma wrażenie, że jest nic nieznaczącym pyłkiem, który wicher dziejów turla dokąd chce. Taki człowiek uważa, że nie ma na nic wpływu i nic od niego nie zależy. Cóż, bywa, że pomimo takich przekonań zaczyna rządzić. Zdarza się, że zaczyna rządzić we śnie, a kiedy się budzi, stwierdza, że to nie sen. Naprawdę był najważniejszym człowiekiem w wielomilionowym społeczeństwie. To o nim pisały wszystkie dzienniki. O nim mówili w radiu i w telewizji. Oczywiście tak wybitną jednostką mógł być tylko mężczyzna. Mamy w końcu dowód na to, że kobiety nie do wszystkiego się nadają. Feminizm poniósł - w tym wypadku - druzgocącą klęskę. Wiwat nam - męski stan! A wszystko przez to, że człowiek zasnął w środku lokalu wyborczego i nie obudził się w porę. Nie jego wina. Kiedy każe się komuś spać pod urną, to wiadomo, że w tym czasie prochu nie wymyśli. Liczył pewnie te puste kartki do głosowania zamiast baranów, aż wpadł w letarg. Człowiek w transie nie reaguje na pukanie do drzwi. Tym bardziej, kiedy drzwi nie jego. Rządził krótko – 25 minut – ale rządził totalnie. Nikt mu nie mógł w tym czasie podskoczyć. Chociaż wielu podskakiwało pod tymi drzwiami słysząc jego smaczne chrapanie. Spał snem sprawiedliwego. Człowiek, który wierzył, że może uratować kraj przed głupotą wyborców, a przynajmniej opóźnić jej objawy. Trzeba było w Legnicy przedłużyć wybory, zmienić programy w polskiej telewizji, przesunąć czas gapienia się w ekran milionów ludzi. Nawet za granicą odczuwalne były skutki tego chrapania – Polonia także przecież chciała jak najszybciej usłyszeć o tym, co wydarzyło się nad Wisłą. Komisja wyborcza przedłużyła ciszę, aby nie przerywać mu snu. Niestety nie każdy ma takie 25 minut. Przysłowie mówi, że „każdy ma swoje pięć minut”. Tylko pięć. Ot, tyle aby oddać głos na kandydata. Palacz z Legnicy powinien na trwałe wejść do historii. Powinniśmy być mu wdzięczni na wieki. To on pokazał, nie tylko to, że Polak potrafi, ale przede wszystkim ujawnił, że najważniejsza jest jednostka. Człowiek, a nie ludzie. Pokazał, że na nic zdadzą się jakiekolwiek zabezpieczenia przed celowym lub przypadkowym działaniem pojedynczego człowieka, który może wpłynąć na zachowanie innych. Niekiedy milionów. Uświadomił nam, że - między innymi – walka z terroryzmem – jest przegraną sprawą, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego i zabezpieczyć się przed każdym. Na tym polegają fałszywe alarmy, kiedy bomby nie ma, a ludzie opuszczają budynki, biegają strażacy, policjanci, dziennikarze, antyterroryści i saperzy. Piszę trochę przekornie, ale problem jest rzeczywisty. Życie społeczne toczy się ustalonym tokiem dzięki temu, że ludzie podporządkowują się określonym regułom, że zachowują się w sposób przewidywalny. Reguły nie muszą być wcale spisane. Każdy wie, co może, a co powinien, co mu wolno, a czego nie wolno. Regułą było, że kiedy alkohol sprzedawano w Polsce od godziny trzynastej, znaczna część pracowników piła go od trzynastej w pracy. A kiedy wódka była na kartki, to nawet niepijące nigdy starsze panie, kupowały go, „aby się kartka nie zmarnowała”. Jaki stąd wniosek? Podczas następnych wyborów w lokalach wyborczych należy ułożyć do snu kobiety. Panie mają lżejszy sen. Henryk Brunon Szumielski – 30.10.2005. |
| © Henryk Brunon Szumielski - wszelkie prawa zastrzeżone. Webdesign: Mateusz Szumielski 2005. |