Kłamstwa plaży Siła sugestii Ginąca płeć Przyczepka Przykre to... Jacy będziemy? Kanał specjalny Seriale Na golasa proszę... Luźnopis Balowicze i balony Rondo Z pozycji małpy Jesień Paradoksy Role Ogaćcie się porządnie! Uproszczenia Rower Wielkie żarcie Na żywo |
|
Poznałem go dość późno. Im bardziej mu się przyglądałem, tym większe miałem przekonanie, że to birbant, lekkoduch. Potem zmieniłem zdanie. W ciągu ośmiu lat był na dziesięciu weselach i tyluż samo chrzcinach, jako świadek lub ojciec chrzestny. Był, więc go zaprosili. Widocznie lubili przebywać w jego towarzystwie. Po pewnym czasie spod warstwy biesiadnej wyjrzała twarz człowieka pracy. Był rymarzem. Wtedy, kiedy uznał, że jemu i jego rodzinie wiedzie się źle, pojechał do Hamburga, wsiadł na statek i popłynął do Kanady. Tam gdzie osiadł rymarz okazał się niepotrzebny. Podjął, więc pracę w garbarni. Został garbarzem. W ówczesnych czasach była to praca ciężka i chyba niezdrowa. Pewnie tylko pogodnemu usposobieniu i życzliwości z jaką traktował innych zawdzięcza, że dożył sędziwego wieku. Kiedy skończył 95 lat udzielił wywiadu miejscowej gazecie. Widząc jak cieszą się dziennikarze, że mogą rozmawiać z tak żwawym jeszcze staruszkiem powiedział, że właśnie skończył sto lat. Ot, kaprys kpiarza, który czerpał radość z zachwytu innych. W końcu urodził się pierwszego kwietnia, więc w primaaprilis. Taki żart, w jego wykonaniu był jak najbardziej na miejscu. W tym wywiadzie, na pytanie - zawsze zadawane staruszkom - czemu zawdzięcza tak piękny wiek, odpowiedział, że całe życie bawił się, pił, tańczył i palił cygaretki, co i teraz w wieku stu lat czyni nadal. Niestety teraz, ze względu na wiek, nie zawsze już pozostaje na imprezach do końca. Dwa lata potem liczne grono przyjaciół, młodych i starych oraz liczna rodzina pożegnało go na cmentarzu. Potomkowie do dzisiaj sprzeczają się o to, ile miał lat w chwili zgonu. Oto siła sugestii. Słysząc to pewnie się w grobie ze śmiechu przewraca, bo jeśli ktoś był pogodny i wesoły za życia, to pewnie jest taki sam i po śmierci. Spotkałem go w księgach urodzin i ślubów w archiwum diecezjalnym. Szkoda, że nie znałem go osobiście. Nie mogłem. Urodził się około 1858 roku. Tego drugiego spotkałem kilka lat temu. Mówił, że nie pije alkoholu pod żądną postacią, nie używa narkotyków, nie pali. Ot, człowiek z kryształu. Oto siła sugestii. Kiedy poznałem go lepiej wiem, ze gdyby dzielić ludzi tylko pod tym względem czy piją, palą i ćpają, to obraz rzeczywistości byłby mocno spaczony. Kiedy słyszę jak opowiada o sobie, jak kreuje swój wizerunek człowieka, który nie pije, nie pali, nie bierze narkotyków, to zawsze mam ochotę się wtrącić i powiedzieć - a może powinieneś? Może wtedy zobaczyłbyś lepszy świat i bardziej życzliwych ludzi? A bliscy, co może zabrzmieć paradoksalnie, odetchnęliby pewnie z ulgą. Szkoda, że poznałem go osobiście. Oto, do jakich przewrotnych wniosków może człowieka doprowadzić praca, upał i starzy znajomi. |
| © Henryk Brunon Szumielski - wszelkie prawa zastrzeżone. Webdesign: Mateusz Szumielski 2005. |