Felietony - U mnie! U mnie! :: Felietony :: Artykuły :: Wywiady :: Wiersze :: Fraszki :: Triolety :: Limeryki :: E-booki
Aforyzmy :: Dziwny Słownik :: Publikacje :: Książki :: Bannery :: Linki :: Autor :: :: Księga Gości

WYBIERZ ARTUKUŁ:


 1. O marzeniach
 2. Tolerancja - spór o definicje  czy próba zrozumienia?
 3. Filozofia - nowe pytania?
 4. Remscheid.
 5. Eksperymenty na ludziach.
 6. Ronneby - "Krzemowa  Dolina" w Szwecji.
 7. Czy patriotyzm jest nam do  czegokolwiek potrzebny?
 8. Analiza wiersza :)
 9. Bałkany - artykuł  polemiczny. Pisany w czasie  bombardowania Jugosławii.

























































































Filozofia - nowe pytania?


W 1983 roku astrofizyk Fredrick Hoyle wysunął tezę, że "prawa fizyki dostarczają matematycznego dowodu na zaprojektowanie wszechświata przez coś w rodzaju "inteligencji kosmicznej".

Jedno, krótkie stwierdzenie lecz, aby móc się do niego ustosunkować, trzeba wcześniej odpowiedzieć sobie na kilka pytań, i przyjąć pewne założenia. Po pierwsze trzeba dopuścić możliwość, że istnienie Boga nie jest tylko sprawą wiary i religii, ale może być przedmiotem badań naukowych. Po drugie - jeżeli odrzucimy ewolucję, jako jedyny czynnik sprawczy powstania ludzi i całej przyrody ożywionej - to musimy uznać, że pod pojęciem Boga rozumiemy każdą siłę, której istnienia nie jesteśmy dzisiaj w stanie naukowo udowodnić, gdyż inaczej powinniśmy wcześniej ustalić, który "Bóg" jest prawdziwy. To znowu sprowadziłoby nas do pozycji wyłącznie wiary, i przesądziło o końcu rozważań, które chcemy podjąć. Musimy uznać także, że nie interesuje nas, czy Bóg jest jeden, czy też może być wielu Bogów. Czy jest to może ten sam Bóg noszący różne imiona. Musimy przyjąć także, ze pojęcie "Bóg" będzie określało naszego bezpośredniego stwórcę, bez konieczności rozważania, czy jest to istota najwyższa, czy też ponad nią są jeszcze inne byty, od niej potężniejsze. Takie rozważania należy również pozostawić religiom i... fantastom.

Wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że "Bóg" to wyłącznie sprawa wiary, domena religii i własność kościołów. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że pojęcie "Boga" można wywieść nie tylko z religii, ale także z przemyśleń naukowych. W tym wypadku odrzucamy teologię jako naukę, gdyż zbyt mocno związana jest z Kościołem, czyli jest zbyt mocno ideologiczna, a nauka ze swojej istoty powinna być obiektywna. Mówiąc wprost przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że "wiara", "religia", "Bóg" są w swej istocie zaprzeczeniem nauki, bo człowiek wierzący nie może wierzyć tylko w niektóre elementy swojej religii, gdyż w takim przypadku w rzeczywistości wcale nie jest człowiekiem wierzącym.

Dawniej odpowiedzi na najtrudniejsze pytania dawała, lub starała się dać filozofia.. Z czasem, powstawanie coraz nowych dyscyplin naukowych, łączenie się ich i generowanie dyscyplin nowych sprowadziło filozofię do pozycji pomocniczej, a jej znaczenie uległo marginalizacji. Teraz na początku trzeciego tysiąclecia, kiedy nauki szczegółowe pozwalają na badanie otaczającego nas świata w sposób wyjątkowo wnikliwy, a nowe narzędzia, w tym szczególnie - komputery i zainstalowane na nich programy, zaczynają nie tylko rzeczywistość opisywać, ale wręcz tworzyć nową, alternatywną wobec znanej nam z dotychczasowych doświadczeń - filozofia znowu może stać się nauką ważną, a nawet najważniejszą. W niej zrodzić się mogą nowe koncepcje - punkt wyjścia do dalszego rozwoju nauki i wiedzy.

To, ze istniejemy wydaje się nam pewne. Jednak na przełomie XVII i XVIII wieku Georg Berkeley twierdził, że wszystko istnieje w świadomości i tylko w niej. Według tej koncepcji wymyślił nas Bóg i istniejemy tylko w jego myślach. Nawet nasze wyobrażenia, myśli, uczucia, inni ludzie - są wyłącznie w tej boskiej świadomości. W tym ujęciu materia jest - jak i wszystko inne - elementem świadomości. Na pierwszy rzut oka wydaje się to niedorzecznością.

Dzisiaj jednak żyjemy w czasach, w których rzeczy niemożliwe są tak samo oczywiste i realne jak i to co realne wydawało się zawsze. Szczególnie jasno widać to, od czasu zastosowania na szeroka skalę techniki komputerowej. Oto co twierdzi na ten temat Viktor Farkas autor książki "Niewytłumaczalne zjawiska" (str. 303): "Wielkie systemy komputerowe są piramidą maszyn wirtualnych opierających się jedna na drugiej, przy czym tylko maszyna najniższego poziomu jest realna. Poszczególne płaszczyzny nie komunikują się ze sobą, ale są w stanie to robić. Taki cybernetyczny "plaster pszczeli" mógłby nawet powstać sam z siebie, który ostatecznie nie jest w stanie stwierdzić, kto jest jego partnerem". Czy nie widać tu dużego podobieństwa pomiędzy "dzisiejszą rzeczywistością", a teorią Berkeley'a? W tym wypadku rolę "Boga - Stwórcy" przejął człowiek.

Kapłani zawsze twierdzili, że Bóg istnieje i jest stwórcą wszystkiego. Mieli rację. Tyle tylko, ze niekoniecznie musi być to ten sam Bóg, do którego się dana religia odwołuje. Również naukowcy, w swoich spekulacjach i interpretacji otrzymanych wyników często dochodzą do wniosku, że Bóg istnieje. W tym wypadku nie jest to tylko kwestia wiary, ale także nauki.

Żyjący w latach 1823-1913 ewolucjonista, główny konkurent Darwina - Alfred Russel Wallace stwierdził, że: "Wszystko wskazuje na to, że niewiarygodnie złożone siły, które panują nad materią, jesli jej wręcz nie tworzą, są produktem świadomości." Czy to nie jest wyznanie wiary?

Fred Alan Wolf, amerykański fizyk-teoretyk twierdzi, że: "świadomość znajduje się poza czasem i poza przestrzenią", a więc ma wymiar niematerialny. Zresztą materia to tylko narzędzie dla pewnych procesów. "Prawdziwą rzeczywistością są bity informacji; wywiedzione przez nas prawa przyrody to tylko komputerowy program, który pracuje na aparaturze, jaką jest dlań materia" - napisał John D. Barrow (PI razy drzwi" str. 418), który dodaje, że: "podstawy naukowego obrazu świata stanowią matematyczne fundamenty, które same są natury religijnej." Pojawia się więc poszukiwany punkt styku pomiędzy wiarą, a nauką. John Wheeler sugeruje, że świadomość może wchodzić w interakcje z bytami energetyczno-materialnymi, które sama stwarza. Może ma więc rację cytowany na wstępie Fredrick Hoyle, że prawa fizyki dostarczają matematycznego dowodu na istnienie... Boga?

W ostatnim czasie właśnie fizyka burzy spokój rozmyślań. Dlaczego? Dlatego, że to co niemozliwe, nieprawdopodobne, a nawet niewyobrażalne okazało się... rzeczywistością. Fizycy udowodnili już, że światło może dotrzeć do celu wcześniej nim opuści źródło oraz, że... mozna je zatrzymać. W międzyczasie genetycy poznali genom czlowiek. Klonujemy zwierzęta i rośliny. Wkrótce sklonujemy pierwszych ludzi. Spotkanie z Bogiem wydaje się nieuniknione. Okazuje się, że człowiek jest rzeczywiście "na wzór i podobieństwo", jest twórczy.

Prawdziwe spotkanie z Bogiem nastąpi na gruncie nauki. Tylko czy Bóg pożądający czci, uwielbienia, hołdów i posłuszeństwa zechce takich wyznawców?

Henryk Szumielski - 21 czerwiec 2001.
       © Henryk Brunon Szumielski - wszelkie prawa zastrzeżone.                               Webdesign: Mateusz Szumielski 2005.